Farszem Nadziane, Warsaw: Xem 2 đánh giá không thiên vị về Farszem Nadziane, được xếp hạng 4,5 trên 5 trên Tripadvisor và được xếp hạng #2.265 trên 3.628 nhà hàng tại Warsaw.
View Gallerycamera-addAdd PhotosAbout this placeRodzaje kuchniPolskaAverage Cost40 zł za dwie osoby (około)bez alkoholuHow do we calculate cost for two?Tylko gotówkaMore InfoCzy prowadzisz własnego bloga o jedzeniu?A very traditional "milk bar", old remnants of the Soviet times. Basically a communist cheap option so all could afford a dinner out option. The cornerstones of the milk bars are 2 windows: one where you ask for your food and pick it up. The second is where you returned your used cutlery. What is available is on display on a board an the wall that, as we saw, gets updated on the fly. The food is unremarkable but it doesn't get more authentic: the setting and place transports you straight to 1950. The rating is mediocre because the food is not of great quality. Its not bad nor good. Its quite cheap and having a big meal for a couple of pounds is almost guaranteed. I find visiting...read more0 Votes for helpful, 0 Komentarzethumb-upHelpfulchatKomentarzshareUdostępnijRita198 recenzje221 FollowersWe were told it is one of the last milk bars from the communist times. The ladies are tough and not very friendly but "that's the way it is". The food was OK and cheap. 1 Helpful vote, 0 Komentarzethumb-upHelpfulchatKomentarzshareUdostępnijWyświetl wszystkie recenzjeright-triangleHELP US MAKE ZOMATO BETTERReport an error in this listingHelp us make Zomato more updated and relevant for everyoneZarządzaj restauracjąZarządaj tą restauracją aby mieć dostęp do darmowego panelu administraycjnego, gdzie możesz edytować informacje, obserwować liczbę odwiedzin strony oraz wiele 27/29, Stare Miasto, WarszawaZwiązane z Bar pod Barbakanem, Stare MiastoRestauracje w Warszawa, Warszawa restauracjach, Stare Miasto restauracje, Najlepsze restauracje (Stare Miasto), Śródmieście restauracje, Polska restauracji w mieście Warsaw, Kuchnia Polska w pobliżu, Polska restauracji w mieście Stare Miasto, Szybkie jedzenie w mieście Warsaw, Kuchnia Szybkie jedzenie w pobliżu, Szybkie jedzenie w mieście Stare Miasto, Kantyny w mieście Warsaw, Kuchnia Kantyny w pobliżu, Kantyny w mieście Stare Miasto, Imprezy Noworoczne w Warsaw, Wydarzenia Wigilijne w WarsawRestauracje wokół Stare MiastoCzęsto wyszukiwane hasła prowadzące do tej strony
Farszem Nadziane, Warszawa: Se 2 objektive anmeldelser av Farszem Nadziane, vurdert til 4,5 av 5 på Tripadvisor og vurdert som nr. 2 257 av 3 586 restauranter i Warszawa.Bardzo, bardzo lubimy odkrywać klimatyczne zakątki z jedzeniem w Warszawie. Nowe miejsca często pojawiają się i szybko znikają (do tej pory nie odżałowałam naleśników z zamkniętego już Belle Epoque przy ul. Freta!), jednak jeśli chodzi o to, gdzie zjeść w Warszawie, to mamy swoją listę „pewniaków”. Są to miejsca, które nie tylko fantastycznie karmią, ale mają w sobie to „coś”, co sprawia, że nie chce się stamtąd wychodzić. Które kawiarnie i restauracje polecamy – zarówno na szybki lunch czy na wyjątkową okazję? Dopiero po przeprowadzce do Monachium zaczęliśmy doceniać, jak wiele do zaoferowania ma gastronomiczna mapa stolicy. W zasadzie na każdym rogu można się natknąć na jakąś fajną knajpkę z pysznym, różnorodnym jedzeniem i klimatycznym wystrojem, czego nam trochę w Bawarii brakuje – 80% miejsc to restauracje z typową niemiecką kuchnią (i raczej przaśnym wystrojem :). Naprawdę, Warszawa nie powinna mieć żadnych kompleksów pod tym względem – wielu miejsc z poniższej listy nie powstydziłby się Londyn, Paryż czy Nowy Jork! FAJNE MIEJSCA NA LUNCH W WARSZAWIE Krem (ul. Śniadeckich 18) To jedno z naszych ostatnich odkryć, do którego zawitaliśmy trochę przypadkiem – tak naprawdę szliśmy na pobliską Halę Koszyki. Przez szybę zobaczyliśmy dosyć skromne wnętrze (brak nawet krzykliwego szyldu), postanowiliśmy wejść. Całość jest utrzymana w stylu francuskiego bistro, ale jest dosyć ascetycznie – jeśli kochacie modernistyczne klimaty, na pewno się zakochacie w tym miejscu (ten zielony plusz na siedzeniach!). Przemiła obsługa, rewelacyjna kawa i doskonały croque monsieur z ementalerem i pieczarkami – czego chcieć więcej? Vincent (kilka lokalizacji, m in.: Chmielna 21 i Nowy Świat 64) Według nas, jedna z najlepszych francuskich piekarni w Warszawie, szczególnie lubimy te położone przy Nowym Świecie i Chmielnej – klimat protso z Paryża i boski zapach świeżo wypiekanego pieczywa. Świetne kanapki, croissanty z różnymi nadzieniami (malinowy!!) czy quiche na mniejszy głód. Jak można przeczytać na stronie Vincenta: „za sukcesem piekarni stoi przede wszystkim jeden człowiek, Francuz Vincent Gauthier, który od najmłodszych lat był miłośnikiem dobrego pieczywa i produktów wysokiej jakości” – to przywiązanie do jakości czuć tutaj w każdym kęsie 🙂 Palmier (Żurawia 6/12) Bistro francuskie, ale te wnętrza – tak musiała wyglądać Warszawa międzywojenna! Strasznie mi się tu podoba – począwszy od zielonych marmurowych stolików, poprzez niebieskie fotele, złote dodatki aż po „tytułowe” palmy. Miejsce idealne w zasadzie od rana do wieczora – zjecie tu zarówno śniadania, jak i obiad, a wieczorem wypijecie drinka. Typowa francuska kuchnia i świetny wybór koktajli! CIEKAWE WINEBARY W WARSZAWIE Kieliszki na Próżnej (Próżna 12) Tu pierwsze skrzypce gra wino. To miejsce zostało stworzone w oparciu o doświadczenia ludzi stojących za sukcesem Butchery & Wine – już legendy warszawskiej sceny gastronomicznej. Jest więc w Kieliszkach doskonały, szeroki wybór win, przy czym postawiono przede wszystkim na małych i średniej wielkości producentów. Piękne wnętrza (te setki kieliszków wiszące nad barem!) i grafiki na ścianie, nie chce się stąd wychodzić. Aż zapomniałabym o jedzeniu – tak, też jest bardzo dobre. Koniecznie spróbujcie „talerzyków” – małych przekąsek, idealnych do wina. Ale Wino (Mokotowska 48) Gdzie zjeść w Warszawie, jeśli kochacie wino? Ale Wino to winebar plus wyjątkowa kuchnia. To miejsce skazane na sukces. Kuchnia autorska w przystępnych jak na Warszawę cenach (w zasadzie wszystkie dania do 30 zł). Dużym plusem jest niezobowiązująca, bardzo luźna atmosfera i fajne patio „pod żaglem”, idelane do spędzenia letniego wieczoru. Jeśli siadziecie w środku, zwróćcie uwagę na „lustra” 🙂 Uwaga: w niedzielę nieczynne! Bubbles (Piłsudskiego 9) Jedyna w Polsce restauracja oferująca szampany i wina musujące z całego świata, niektóre w zawrotnych cenach (2450 zł za butelkę Bollingera sygnowanego przez agenta 007!). Spokojnie, „bąbelków” możecie spróbować już od 8 zł za kieliszek. Do tego możecie zamówić zarówno ostrygi, jak i bardziej swojskie „zimne nóżki”. Wbrew pozorom wnętrza nie są w żaden sposób snobistyczne, czujecie się raczej, jakbyście wpadli do kogoś na domówkę. NAJLEPSZA POLSKA KUCHNIA W WARSZAWIE Zapiecek (kilka lokalizacji, najfajniejszy chyba na Freta 1) Dawniej omijałam Zapiecek szerokim łukiem, zawsze mi się wydawało, że to jedna z tych „turystycznych pułapek” nastawionych głównie na gości z zagranicy. Sami wiecie: drogo, niezbyt dobrze… Weszliśmy raz przez przypadek (Michałowi o zachciało się żurku, gdzie zjeść w Warszawie żurek o tej porze…) i było to jedno z tych miłych rozczarowań. Zdecydowanie najlepsze pierogi w Warszawie – po prostu rewelacja, świetny barszczyk czerwony. Wystrój wiejskiej chaty, panie kelnerki w strojach ludowych – na pewno warto zabrać tutaj zagranicznych znajomych. Bardzo fajne miejsce, do którego często wracamy na pierogi z grzybami leśnymi z patelni i na truskawkowe ze słodką śmietaną. Pycha! Czerwony Wieprz (Żelazna 68) Jeśli marzy Wam się nostalgiczna kulinarna wyprawa do czasów nieodległych (PRL), wybierzcie się do Oberży pod Czerwonym Wieprzem. Restauracja znajduje się w historycznym, socrealistycznym pawilonie, podarowanym Warszawie w latach 70-tych przez Honeckera. Ciekawe miejsce, aby zabrać swoich znajomych z zagranicy – można naprawdę przenieść się w czasie. Jeśli chodzi o jedzenie, to restauracja stawia sobie na celu kultywowanie tradycji kuchni polskiej, ale też rarytasów z dawnego „bloku wschodniego”. Miejsce uznane przez New York Times jako jeden z powdów, dla którego warto odwiedzić Warszawę! Różana (Chocimska 7) W Różanej spokojnie mogłabym zamieszkać. Tak właśnie wyobrażam sobie dawne domy bogatych mieszkańców międzywojennej Warszawy. Latem zawsze wybieram stolik w ogrodzie, prawdziwej oazie w środku ruchliwego miasta. Kocham to miejsce, chociaż trzeba przyznać, że nie jest to pewnie restauracja na spontaniczne wyjście, raczej na wyjątkową okazję czy lunch biznesowy. Świetna polska kuchnia w trochę nowocześniejszym wydaniu i słynne bezy. Miejsce doskonałe w każdym calu. Stary Dom (Puławska 104/106) Położony w sumie niedaleko Różanej Stary Dom, to silna konkurencja. Jak sama nazwa wskazuje, wnętrza utrzymane w klimacie… starego domu: piękne drewniane belki, czarno-białe zdjęcia na ścianach, wielkie przeszklone kredensy… Obok restauracji działa sklepik z produktami na wynos. Fajne miejsce, które po raz pierwszy odwiedziłam niedawno (choć przez wiele lat mieszkałam obok) – żałuję, że ich pierogi leniwe odkryłam tak późno! KULINARNE PODRÓŻE PO EUROPIE Boathouse (Wał Międzyszyński 389A) Moja ulubiona restauracja na lato, położona tuż nad Wisłą. Jedząc przy wystawionych w ogrodzie stolikach i nie słysząc gwaru miasta, możecie totalnie się zrelaksować. Jeśli nie wzięlibyśmy ślubu w Grecji, na pewno tutaj zorganizowalibyśmy wesele. Restauracja skupia się przede wszystkim na kuchni śródziemnomorskiej. Jesteśmy szczególnie fanami niedzielnego brunchu, świetny także dla rodzin z dziećmi (restauracja zawsze organizuje im jakieś atrakcje) – stoi na naprawdę wysokim poziomie (wino w cenie). Trzeba jednak rezerwować stolik z bardzo dużym wyprzedzeniem! Ave Pizza (Topiel 12) Gdzie zjeść w Warszawie najlepszą pizzę? Zdecydowanie w Ave Pizza. Po długich, bardzo długich poszukiwaniach, znaleźliśmy w Warszawie włoską pizzę idealną. Tak, jest taka dobra, jak ta, którą sami robiliśmy w Rzymie (ok, lepsza). Genialne, chrupiące ciasto z pieca i świetne dodatki, pizze nie są przekombinowane. Samo miejsce przypomina mi (nie wiem czemu, wszak to włoski przybytek) amerykańskie jadłodalnie (chyba przez ten neon!). Dla leniwych – można zamawiać z dostawą do domu! El Greco (Grzybowska 9) Wiecie, że jesteśmy trochę zakręceni na punkcie Grecji, stąd też często jesteśmy gośćmi w restauracjach oferujących kuchnię grecką. Nasz typ w Warszawie to El Greco – od razu pe wejściu czujemy się jak w jakiejś cykladzkiej tawernie. Miałam to szczęście, że pracowałam niedaleko i mogłam sobie wyskoczyć tam na obiad, z czego często skwapliwie korzystałam. Tzatziki to niebo w gębie! Na miejscu jest też mały sklepik z greckimi winami, które ciężko normalnie znaleźć w sklepach. MIEJSCA DLA FANÓW DALEKICH PODRÓŻY Tel Aviv (Poznańska 11) Gdzie zjeść w Warszawie najlepszy hummus? Od czasów, kiedy zamknięto Falafel Plus (przeczytajcie tutaj), Tel Aviv odzyskał ten tytuł w moim prywatnym rankingu. Dania są inspirowane kuchnią bliskowschodnią i są całkowicie wegańskie. Koniecznie spróbujcie hummusu Coco Curry – z dodatkiem mleczka kokosowego i zapijcie kieliszkiem wegańskiego (a jak!) wina. Swoją drogą, to pierwsza w Polsce wegańska restauracja, która trafiła do przewodnika Gault & Millau! Namaste India (Nowogrodzka 15) Uwielbiam kuchnię indyjską, zawsze się zastanawiam, które dania kocham bardziej: te z Indii czy z Włoch. Wypróbowałam każdą restaurację hinduską w Warszawie i Namaste (szczególnie po przebudowie) jest nadal moim ulubionym miejscem (mocno konkuruje Curry House, ale zawsze mieliśmy takie problemy ze stolikiem, że odpuściliśmy). Dawniej Namaste było dość małym, skromnym miejscem, niedawno zyskało jednak piętro i małą zmianę wystroju. Jest naprawdę bardzo przytulnie! Koniecznie spróbujcie harabhara kebab i paneer kofta. Dla chcących odtworzyć smaki w domu – na miejscu jest mały sklepik. THAISTY (Plac Bankowy 4 i Adama Mickiewicza 27) Są tu jacyś wielbiciele zielonego curry? Jeśli jeszcze nie znacie tego miejsca (mało prawdopodobne), to bardzo dużo tracicie. Rewelacyjna tajska kuchnia i fajne lekko industrialne wnętrza (byliśmy tylko na Placu Bankowym). Jedyny problem jaki napotkacie, to pytanie, co zamówić – wszystko jest absolutnie pyszne. Zielone curry z tofu czy pad thai to klasyki, ale koniecznie spróbujcie też „płonącego woka”, a do tego – piwo prosto z Tajlandii. Pełną Parą (Sienna 76 i Nowowiejska 10) Pyszne, malutkie pierożki dim sum przygotowywane na parze spodobają się każdemu (te z dynią i orzechami rządzą!). Wspaniałe miejsce dla wielbicieli azjatyckich smaków, w ofercie są też rożnego rodzaju „miski” (np. curry), jeśli najdzie Was większy głód. Hitem pozostają jednak nadal pierożki. Wnętrza utrzymane są w klimacie baru, tylko, że, no właśnie – z pierożkami. Pycha! NAJLEPSZE KAWIARNIE W WARSZAWIE La Vanille (Krucza 16 / 22 oraz stoisko w Złotych Tarasach) Pewnie wielokrotnie podczas zakupów w Złotych Tarasach skusiliście się na (nie-) jedną babeczkę ze stoiska La Vanille, ale zachęcam Was do odwiedzin w kawiarni na Kruczej. Tutaj również czekają na Was małe dzieła sztuki w postaci najpiękniejszych i najsłodszych cupcakes w Warszawie, ale można usiąść i w spokoju podelektować się pysznościami, jednocześnie podglądając pracę cukierników. Koniecznie spróbujcie pysznych małych bez z owocami (z granatem – prawdziwa bomba!), w sam raz do espresso. A na największych łakomczuchów czeka tort z jednorożcem 😉 Lukullus (kilka lokalizacji, np. Chmielna 32 czy Mokotowska 52 A) Kolejna rewelacyjna cukiernia, zajrzyjcie koniecznie do tej na Chmielnej – piękna mozaikowa podłoga i lekki klimat lat 50-tych. Prowadzony od pokoleń Lukullus (już trzecie pokolenie piecze najlepsze ptysie w Warszawie) udowadnia, że nawet tradycyjne polskie drożdżówki czy bajaderki mogą być wyjątkowe – wyglądają naprawdę obłędnie, lepiej niż ciastka z niejednej znanej cukierni w Paryżu! Polecam Wam szczególnie ptysia z pasją i ciastko Armani. Warszawski Lukier (Hoża 5/7) Obłędnie kolorowe i słodkie szejki i równie cukierkowe wnętrzne. Lord Snickers był co prawda dla mnie aż za słodki, ale Michał był zachwycony. Raj nie tylko dla dzieci – wnętrza są pełne huśtawek i słodkiego różu, mnie urzekł malinowy kącik. Trochę inne spojrzenie na cukiernię – w ofercie też są bardziej „standardowe” ciasta. Cafe Bristol (Krakowskie Przedmieście 42/44) Pewnie niejednokrotnie mijaliście ten najbardziej ekskluzywny hotel w Warszawie chodząc po Starym Mieście, ale czy kiedykolwiek zajrzeliście do kawiarni na parterze? Jest pięknie. Otwarta w 1901 roku kawiarnia od pierwszych tygodni wzbudzała zachwyt Warszawiaków. Koniecznie wpadnijcie na pyszne ciastka albo na dwudaniowy lunch (29 zł od poniedziałku do piątku). Serwowane są tutaj również śniadania, ceny od 25 zł w górę. A jakie są Wasze ulubione restauracje w Warszawie? Chętnie poznamy Wasze opinie!
Zaktualizowany Czerwiec 23, 2022 Szczegóły kontaktu Napisz recenzję na Cylex Zobacz także ZAREJESTRUJ SIĘ ZA DARMO! Zarejestruj swoją firmę i zyskaj z Firmania oraz Cylex! Podobne firmy w pobliżu Ten Bistro Otwiera za 1 h 35 min ul. Chmielna 85/87, 00-805, Warszawa Chmielna ABC Otwiera za 2 h 35 min Chmielna 132/134, 00-814, Warszawa Toan Pho Otwiera za 3 h 35 min Chmielna 5/4, 00-401, Warszawa BubbleJoy Otwiera za 4 h 35 min Chmielna 26, 05-800, Warszawa FASTIE Otwiera za 4 h 35 min al. Jerozolimskie 121/123, 02-017, Warszawa Farszem Nadziane Otwiera za 2 h 35 min Al. Jerozolimskie 121/123, 02-017, Warszawa Io Raviolo Otwiera za 5 h 35 min Aleje Jerozolimskie 117, 00-120, Warszawa EVEREST Otwiera za 5 h 5 min Al. Jerozolimskie 123A, 02-017, Warszawa
Opis - Nadziane. W ofercie wyspy Nadziane znajdą Państwo bogatą ofertę polskich pierogów w smakach z całego świata. Bazujemy na sprawdzonych recepturach i łączymy je ze smakami różnych zakątków świata, tworząc w ten sposób oryginalne połączenia, by rozpieścić nawet te najbardziej wymagające podniebienia.
Popularność kuchni gruzińskiej w Polsce w ostatnich latach sprawia, że restauracje i piekarnie gruzińskie wyrastają (w Warszawie na pewno) jak przysłowiowe grzyby po deszczu. Nie wiem czy mają szanse wyprzedzić w statystykach ilość budek z kebabem 😊 ale jak widzę, dobrze im idzie. Ja nie nadążam, co i rusz zaskakuje mnie nowe miejsce napotkane podczas spaceru po warszawskich ulicach. Dlatego też mogę zaryzykować stwierdzenie, że kuchnia gruzińska jest już całkiem dobrze znana polskiemu obywatelowi. A na pewno dobrze znane są jej sztandarowe dania jak chinkali czy chaczapuri. Tym, którzy w smakach gruzińskich dopiero zaczynają się poruszać przygotowałam listę dań, których koniecznie trzeba spróbować w Gruzji, tych które na pewno nie polecam, oraz listę miejsc, do których my w Warszawie chętnie zaglądamy kiedy najdzie nas ochota na gruzińskie. #1 chinkali Chinkali to pierożki w kształcie sakiewki. Mięsne, grzybowe albo serowe. Zakochaliśmy się w nich jeszcze w Polsce, a w Gruzji pokochaliśmy jeszcze bardziej. Jemy je chwytając za końcówkę i obracając „do góry nogami” – odgryzamy kawałek i wypijamy znajdujący się w środku rosół (pycha!), zjadamy resztę zostawiając końcówkę. Ja na początku jadłam też końcówki, jak widać od ich zjedzenia się nie umiera 😊 chinkali- gruzińskie pierogi / te tutaj w Khinkali House chinkali- gruzińskie pierogi / te tutaj od Sofii Melnikovej Gdzie na chinkali w Tbilisi? Sofia Melnikova’s Fantastic Dougan (22 Revaz Tabukashvili St., Tbilisi) Lokal mieści się na tyłach Muzeum Literatury i wcale nie łatwo go znaleźć – jedyna tablica znajduje się na furtce, ale gdy ta jest otwarta tabliczki oczywiście nie widać. Że to właściwe miejsce poznacie po mieszance głośnej rozmowy kucharek i dźwięków obijanych garów dochodzących z kuchni 😊 Zamówiliśmy tutaj chinkali w trzech smakach – mięsne (tzw. mountain style, cena 0,80 lari/szt), grzybowe (0,90 lari/szt) i serowe (0,80 lari/szt). Farsz w chinkali jest bardzo aromatyczny (szczególnie w grzybowych), natomiast ciasto dosyć grube (inne niż to, do którego wciąż nawołuje pani Magda Gessler 😊 ) a w mięsnych było mało rosołu. Ale generalnie bardzo nam smakowały, więc miejsce polecamy. Khinkali House(37 Shota Rustaveli Ave, Tbilisi) A to miejsce w Tbilisi to miejsce obowiązkowe na chinkali. Wystrojem przypomina polskie lokale z lat 80., w których można było zjeść, wypić wódeczkę, potańczyć i wyrwać… W Khinkali House nie mieliśmy ochoty eksperymentować więc zamówiliśmy tylko pierożki z farszem mięsnym (cena: 0,75 lari/szt). Okazały się najlepsze ever! Dlatego to miejsce jest naszym numerem 1 w Tbilisi. #2 chaczapuri Chaczapuri to bardziej złożony temat. W skrócie to po prostu zapiekany placek, najczęściej z serem. Przez niektórych nazywany gruzińską pizzą (po co to porównanie?). Odmian chaczapuri jest kilka – różnią się sposobem wykonania, kształtem, ogólnym wyglądem czy nadzieniem. Adżaruli, czy chaczapuri adżarskie to to najbardziej fotogeniczne, w kształcie łódki z jajem na środku. Podaje się gorące z porcją masła, które miesza się razem z owym jajem i serem, którym nadziane jest chaczapuri. Niektórych odrzuca właśnie to surowe jajo, mnie powstrzymało przed spróbowaniem chaczapuri w Gruzji. W Polsce jadłam w kilku miejscach i uwielbiam (odradzam odchudzającym się – masa chleba z tłustym serem, czyli milion kalorii). Adżaruli, czyli chaczapuri adżarskie. To na zdjęcie zrobiłam podczas warsztatów w restauracji Chinkalnia. Imeruli ma kształt okrągłego placka, z farszem serowym w środku. Wersja z dodatkową porcją sera na wierzchu to chaczapuri megruli. Najlepsze chaczapuri są świeże, jeszcze ciepłe. Po ostygnięciu to już nie to samo. W piekarniach i budkach z pieczywem dostaniecie również chaczapuri z fasolą (lobiani), z mięsem a nawet z ziemniakami (cena: kilka lari/szt). Placki są tak duże, że spokojnie mogą zastąpić obiad, szczególnie kiedy wybieracie się w dłuższą podróż. A kupione zaraz po wypieczeniu trzymają ciepło przez wiele godzin. chaczapuri na ulicy w Tbilisi #3 gruziński chleb (puri) Najwięcej emocji wzbudza ten w kształcie łódki (shoti puri), wypiekany przyklejony do wewnętrznej ściany specjalnego pieca. Podobnie jak polski chleb z białej mąki, tak i ten najlepszy jest póki jest ciepły, tylko co wyjęty z pieca. W Gruzji mieliśmy nawet okazję spróbować taki chleb samodzielnie uformować a potem przylepić do ściany pieca (uwaga! Bardzo łatwo o poparzenie). W piekarni chleb kosztuje ok. 0,70 lari. Dostępne są też znacznie grubsze chlebowe placki o okrągłym kształcie. Piekarnia w Kazbeki Próba samodzielnego wypieku shoti #4 dolma Dolma to takie malutkie „gołąbki”, w których kapusta zastąpiona została liśćmi winogron. Wypełnione farszem ryżowym i podawane z sosem śmietanowym. dolma i pkhali #5 pkhali i badridżani Obie te przystawki uwielbiam od lat, zanim jeszcze moja noga stanęła na gruzińskiej ziemi. Pkhali to mieszanka zmielonych orzechów włoskich z warzywami i ziołami – np. z burakiem, ze szpinakiem, z bakłażanem. Badridżani to z kolei grillowany bakłażan wypełniony masą orzechową. badridżani #6 pielmieni W Gruzji pielmieni najczęściej podawane są w gorącym glinianym naczyniu ze sporym dodatkiem kwaśnej śmietany na wierzchu. Dobre, chociaż daleko im do tych, które jedliśmy w Grodnie. #7 lula kebab Kolejna odmiana kebabu i kolejna, która nam bardzo smakowała. Charakteryzuje się tym, że podawany jest zawinięty w lawasz. Sam kebab jest z kolei dosyć sporych rozmiarów i grubaśny. Cóż, z lula kebabem Gruzini mogą stawać w konkury z kebabami tureckimi. W sumie to danie podobno wywodzi się z Azerbejdżanu, ale zyskało popularność w krajach Kaukazu i Azji Centralnej. lula kebab #8 Madame Bovary Dziwna nazwa dla dania i nie mam pojęcia kto i dlaczego mu takie nadał – jeśli wiecie, poproszę o komentarz pod wpisem. Danie podobno jest raczej sowieckie niż typowo gruzińskie, ale w Gruzji się zadomowiło (zresztą jak i pielmieni). Madame Bovary to zapiekanka mięsno-grzybowo-pomidorowo-ziemniaczana. My jedliśmy w Kazbegi w Shorena’s Bar. Jedna porcja jest na dwie osoby – i nie dobierajcie do niej chleba 😊 #9 sałatka gruzińska Prosta, niby zwyczajna sałatka ze świeżych warzyw (pomidory, ogórki, cebula) oprószona mielonymi orzechami. Niby. A jednak taka wyjątkowa. lula kebab i gruzińska sałatka w tle #10 churchkhela Doszliśmy do deseru. Churchkhela to nawinięte na nić orzechy i migdały, obficie wymaczane w roztworze na bazie soku z winogron i mąki. Następnie wieszane są do wyschnięcia na słońcu. Wyglądem przypominają świecę albo kiełbasę. Grubsze maja większa warstwę soku, w tych cieńszych dominują orzechy. Występują w różnych kolorach i rzeczywiście różnie smakują. Nie są wcale słodkie. Jacek z własnoręcznie zrobioną churchkhelą Schnąca na słońcu churchkhela churchkhela Nie wiem dlaczego nazywane są gruzińskim snickersem, którego w ogóle nie przypominają. My mieliśmy okazję zrobić własną churchkhelę po zwiedzaniu winiarni Khareba. #11 smakowe oranżady Cukier, cukier i jeszcze raz cukier. Ale spróbować w Gruzji trzeba. Szczególnie estragonowej, która kolorem przypomina płyn do mycia naczyń Ludwik. Smak również jest sztuczny. Ale przynajmniej raz każdy musi zamówić oranżadkę. Podejrzewam, że pod czaczę jest idealna. gruzińska oranżada #12 wino „Serdżo, a ty wolisz wino czy wódkę”- zapytaliśmy naszego kierowcę po Kakheti. „Wino” – odpowiedział bez namysłu – „Wódkę pije czasem zimą, jeden kieliszek. Ale wino jest dobre…” Wyobrażacie sobie taką odpowiedź polskiego kierowcy? W Gruzji wszyscy piją wino. Zresztą Gruzini uważają, że wino pochodzi właśnie z ich kraju. Jaka by nie była prawda, to kraj z bardzo długą historią i tradycją winiarstwa i będąc w Gruzji wypada gruzińskiego wina spróbować. Domowe wino w hotelu-winiarni Age Cellar Telavi Wino w hotelu-winiarni Age Cellar Telavi NIE POLECAM – zupy Moim zdaniem gruzińskie zupy to nie jest najlepszy wybór, ale ja na punkcie zup jestem trochę wybredna. Przyzwyczaiłam się do zup kremów, gotowanych na wywarze warzywnym, delikatnych, lekkich, fit. Te gruzińskie mogą przypaść do gustu miłośnikom tradycyjnej polskiej kuchni – są tłuste i ciężkie. Często też znajdziecie w nich spory kawał mięsa. A na wierzchu pływa spora warstwa tłuszczu. Chikhirtma – zupa z porządna wkładką z kurczaka Khashi – zupa wołowa GDZIE NA GRUZIŃSKIE W WARSZAWIE Chinkalnia (ul. Piękna 15, Warszawa) Restauracja mieści się w centrum Warszawy, w miejscu w którym nie przetrwały inne formaty restauracyjne. Im życzę, by się udało. Menu jest skromne, ale oparte na sztandarowych daniach kuchni gruzińskiej – zjecie tutaj chinkali, kilka odmian chaczapuri i kilka dań z grilla. My mieliśmy okazje uczestniczyć w warsztatach robienia chinkali i adżaruli organizowanych w restauracji. Wyobraźcie sobie, że te wszystkie zakładki na chinkali robi się ręcznie a ich ilość świadczy o kunszcie kucharza/kucharki. Dzisiaj już nie pamiętam ile maksymalnie zakładek udało mi się zrobić, ale pamiętam że nie było się czego wstydzić. Bardzo polecam te warsztaty, dlatego sprawdzajcie fejsbuka restauracji, miejsca rozchodzą się w mig. Restauracja Chinkalnia – warsztaty lepienia chinkali Restauracja Chinkalnia – warsztaty lepienia chinkali Gruzińska przystań (Al. Krakowska 153, Łazy) Restauracja znajduje się za Warszawą, przy trasie na Kraków. To w sumie niewielki domek, którego charakterystycznym elementem są gruzińskie flagi od frontu. W środku misz masz dekoracyjny, chwilami wiatr hula, a łazienka odbiega od warszawskich standardów. Natomiast miejsce broni się kuchnią i przyjazna obsługą. Porcje są spore, ceny przystępne, a smaki obłędne. Jacek mówi, że podają najlepsze chinkali w Warszawie. Gaumarjos (Al. KEN 47, Warszawa) Restauracja, która zyskała popularność dzięki programowi ‘Kuchenne rewolucje”. My znamy tę z Ursynowa. Podają tam bardzo dobre chinkali i chaczapuri imeruli. Minusem tego miejsca jest mała ilość stolików, bez rezerwacji w weekend ciężko o miejsce. Rusiko (Al. Ujazdowskie 22, Warszawa) To restauracja z troszkę wyższej półki, niż te wymienione wcześniej, i o najbardziej wyszukanym wystroju. Miejsce, do którego można zaprosić klienta biznesowego na prostą kuchnię gruzińskiego podaną na eleganckiej zastawie. Nie nabijam się, jest smacznie. Piekarnie Piekarnie kaukaskie czy gruzińskie są już chyba w każdej dzielnicy Warszawy. W tych miejscach spróbujecie chleba wypiekanego w tradycyjnym piecu oraz chaczapuri. Ceny są w nich moim zdaniem troszkę zawyżone. GRUZIŃSKI ZAWÓD – Rioni (CH Plac Unii) Postanowiłam kiedyś zrobić test i w każdej gruzińskiej restauracji, do której poszłam, zamawiałam chaczapuri adżarskie. To w Rioni było najgorsze. Dlaczego? Ze względu na ser użyty do wykonania dania. We wszystkich restauracjach jakich próbowałam danie bazuje na mieszance serów wśród których jest ser podpuszczkowy. Jego smak wyczuwalny w serowym farszu. Nie w Rioni. [Edited: grudzień 2018] Restauracja Rioni w CH Plac Unii została zamknięta. Nie dziwię się.Posted by Chjena Od dłuższego czasu prowadzę prywatną krucjatę na rzecz podawania darmowej wody w warszawskich restauracjach. Ponieważ w domu piję już wyłącznie kranówkę – i to nie zawsze filtrowaną, w zależności od tego czy akurat pamiętałam, żeby filtr wymienić – mocno boli mnie, gdy do ceny posiłku muszę dopłacić kilka lub – w skrajnych przypadkach – kilkanaście złotych za coś, co w założeniu powinno być darmowe. Otwartość obsługi w zakresie nie doliczania do rachunku wody zawsze mnie zatem cieszy, a podbijają moje serce totalnie, gdy stawiają przede mną karafkę jeszcze zanim złożę zamówienie. Z drugiej strony barykady są ci kelnerzy, którzy wdają się w długie dyskusje na temat wątpliwej jakości wody z kranu w tej części miasta (ostatnio słyszałam świetny kontrargument – „czy w takim razie używają państwo tej wody do gotowania potraw?”), jej nieodpowiedniej temperatury („a czy mogłabym w takim razie prosić o kostkę lodu do tego?”) lub od których po prostu słyszę „nie, bo nie”. Tym z większą przyjemnością przedstawiam poniżej listę lokali, gdzie nie musimy płacić za wodę (z małym chochlikiem na samym końcu…), co więcej – podadzą nam ją bez konieczności uprzedniego popisu oratorskiego. Na pewno nie jest to katalog zamknięty, zachęcam do dzielenia się Waszymi doświadczeniami na tym polu. Wpisujcie adresy w komentarzach! Miejsca, gdzie dostajecie karafkę wody bez pytania: 1. Mąka i woda, ul. Chmielna 13a Jedna z popularniejszych włoskich restauracji. Zdaniem niektórych, podawana tutaj pizza jest jedną z najlepszych w Warszawie, ale zjemy tu także takie specjały jak ravioli con uovo z rozpływającym się żółtkiem i arancini sprzedawane na sztuki. Woda gratis czeka na nas jeszcze przed złożeniem zamówienia, co więcej, możecie życzyć sobie też gazowanej! 2. DaCurio, ul. Tamka 45a Znów włoski adres, a właściwie bardziej bar ze sprzedawaną pizzą na kawałki. Ale ludzie, co to za pizza! Właściciele sprowadzają specjalne rodzaje mąki z Włoch i pieką placki w prostokątnych blachach, przystrajając je składnikami bardziej tradycyjnymi jak ragu, lub fantazyjnymi połączeniami typu szpinak z gruszką. Codziennie możemy liczyć na nowe niespodzianki na witrynie. Woda stoi w karafkach na barowych stolikach. 3. Pani Wina, ul. Wilcza 11 Na temat Pani Wina pisałam już obszerną laudację [klik] i w dalszym ciągu nie zmieniłam zdania, że to mój ulubiony winny bar w Warszawie. Często zmieniające się menu z wykorzystaniem sezonowych składników (jeszcze nie zdążyłam się zaprzyjaźnić z pierogami z bobem, pasztecikami nadziewanymi delikatnym szczupakiem ani ozorkami na grzankach, a tu już wjeżdżają kolejne pyszności!), wino lane z kija, najsympatyczniejsza obsługa w mieście, która podchodzi do Ciebie z butelką wody i dopiero wówczas pyta, czego się jeszcze napijesz – tu trzeba przyjść nie raz, i nie dwa. Miejsca, gdzie dostaniecie wodę z kranu/filtrowaną na prośbę: 4. Green Caffe Nero, wiele lokalizacji GCN uważana jest za najprzyjemniejszą kawiarnianą sieciówkę w stolicy, a ja absolutnie przyłączam się do tego głosu. Każdy z lokali ma przytulny wystrój, często nawiązujący w detalach do dawnej Warszawy, baristom nigdy nie schodzi uśmiech z twarzy, zaś tutejsze kanapki z indykiem i jalapeno lub rostbefem i białą rzodkwią chodzą za mną ze stałą już częstotliwością. Możemy kupić wodę butelkowaną z lodówki, ale możemy też poprosić o szklankę wody z filtra i dostaniemy ją bez najmniejszego problemu. Fot. Adam Kaliszewski 5. Vege Miasto, al. Solidarności 60a Bardzo oblegane miejsce vegan friendly, children friendly, dog friendly, właściwie wszyscy są tu mile widziani. Trzeba odstać swoje w kolejce po zamówienie, ale czas oczekiwania całkowicie rekompensują pyszne, oryginalne wegańskie potrawy. Z Vege Miasta nie można jednak wyjść bez spróbowania tutejszych ciast, przygotowanych ze zdrowych składników. Wszystkie te wspaniałości popijemy wodą za darmo. 6. Vegan Ramen Shop, ul. Finlandzka 12a Jedyny warszawski adres z wegańskim ramenem [klik], który niczym nie ustępuje mięsnemu oryginałowi, ba – niejednokrotnie słyszałam opinie, że bije go na głowę. Jedząc tutejszy creamy ramen grzybowy sama zaczęłam się nad jego wyższością poważnie zastanawiać. Do picia można zamówić japońską oranżadę, ale ja rekomenduję zapytać o darmową kranówkę z Saskiej Kępy. 7. The Cool Cat, ul. Solec 38 Świetny lokal na powiślańskie śniadanie. Dostaniemy tu nie tylko weekendowe tace zastawione pysznościami z całego świata po brzegi, ale także jaglankę, tabbouleh, szakszukę czy bao. Kawa moim zdaniem jedna z najlepszych w mieście, a wybierać możemy między trzema różnymi mlekami roślinnymi. Zestawy lunchowe zawsze z azjatyckim zacięciem. Szklanka wody na życzenie gratis. 8. Bar Stołeczny, ul. Poznańska 7 Wegańska odsłona tradycyjnych dań jarskich z baru mlecznego, czyli pierogi, kluski, naleśniki, zupy i ciasta. Podają tu absolutnie najlepsze ruskie jakie jadłam w życiu, suto nadziane farszem z wędzonego tofu. Depczą im ostro po piętach jednak pierogi z soczewicą, również bardzo dobre. Do tego idealna okrasa ze złociutkiej cebulki, tani kompocik lub darmowa kranówka. fot. A. Kaliszewski 9. Południk Zero, ul. Wilcza 25 Pub z zacięciem podróżniczym, umieszczony w przestrzennym mieszkaniu (z równie dużą piwnicą!) w przedwojennej kamienicy. Znajdziemy tu mnóstwo książek, gier planszowych, spotkamy ludzi opowiadających o dalekich wyprawach, a na wiszącej na ścianie olbrzymiej mapie możemy odznaczyć dalsze kierunki zwiedzania. Menu proste, tosty, naleśniki, domowe ciasto, całkiem zadowalający wybór piw butelkowych, no i darmowa woda. 10. Cuda na Kiju, ul. Nowy Świat 6/12 O tym miejscu będę jeszcze pisać więcej, bo należy do moich ulubionych w Warszawie. Jeden z pierwszych multitapów w mieście, ze świetną pizzą na cieście wypiekanym na piwie, w fantastycznej lokalizacji z ogromnym dziedzińcem Domu Partii do dyspozycji wszystkich gości. Po tym, jak spróbujecie piwa z tutejszych kraników i zagryziecie kawałkiem pizzy z halloumi, dostaniecie też gratisową wodę. 11. Momencik Vegan Burritos & Tacos, ul, Poznańska 16 Tak naprawdę w kuchni meksykańskiej nie chodzi o tłustość mięsa i sera, a o aromaty warzyw i przypraw. Momencik jest tego doskonałym przykładem, bo karmi pysznie, jadłam tu chyba najlepszą zupę z czarnej fasoli w życiu, a do tutejszych burritos nadziewanych seitanem czy mielonym tofu zastrzeżeń nie miałby żaden znany mi mięsożerca. Ostre smaki polecam popijać świetną aqua fresca (codziennie inny smak!), a w wersji oszczędnej zwykłą aqua dostaniecie za darmo. Miejsca, gdzie za wodę z kranu trzeba płacić Nie sądziłam, że istnieje taka kategoria miejsc, a jednak w czasie swojego researchu, który wymagał bycia naprawdę upartą i konsekwentną, trafiłam pod adres, w którym skasowali mnie za szklankę wody. Wilczy Głód, ul. Wilcza 29a Nabicie na rachunek poprzedzone zostało kulturalną wymianą zdań dwóch zaangażowanych w niesienie dobrej nowiny o warszawskiej kranówce, jasne że lejemy z kranu, nie jest w niczym gorsza od butelkowanej. I bęc, 4 złote, ale chociaż z cytryną była. I myślę sobie, że w zasadzie za zużycie mediów się płaci, ale zaznaczam, że nie wpadałam w ramach swojego małego badania do knajp wyłącznie po wodę – zawsze zamawiałam ją dodatkowo do posiłku. W tym kontekście jednak zostaje pewien niesmak, mimo że jedzeniu w Wilczym Głodzie niczego w zasadzie nie brakuje. *** Na koniec zaznaczę tylko, że nie forsuję podawania wyłącznie wody z kranu w restauracjach jako jedynej słusznej opcji w warszawskiej gastronomii. Zdaję sobie sprawę z nieufności niektórych osób względem kranówki i nie jest to miejsce na wymianę argumentów w tym temacie – wychodzę z założenia, że do talerza (i szklanki, w tym wypadku) nikomu się nie zagląda. Idealnym rozwiązaniem byłaby zatem darmowa woda z kranu w standardzie, a butelkowana płatna na życzenie. Póki jednak torujemy usilnie drogę do ideału, zachęcam restauratorów do otwartości na pytania klientów o wodę z kranu – czasy, kiedy ktoś przychodzi posiedzieć do knajpy i zamawia wyłącznie wodę, chyba już dawno minęły, stąd ewentualna strata obrotów dziennych raczej nie będzie wielka. Wnioski z powyższego zestawienia nasuwają się same: darmowa kranówka króluje w knajpach specjalizujących się przede wszystkim w kuchni włoskiej lub wegańskiej. Ci pierwsi przenoszą na grunt polski dobre tradycje śródziemnomorskie, weganie zaś, jak zakładam, jako społeczni aktywiści chętnie promują ideę wody z kranu gratis. Mam szczerą nadzieję, że ten dobry zwyczaj będzie sprawnie przejmowany przez coraz szersze grono warszawskich restauratorów. Gorąco zachęcam do współtworzenia mapy z darmową kranówką! To też może Cię zainteresować:
Restaurants near Gabriel Narutowicz Square, Warsaw on Tripadvisor: Find traveler reviews and candid photos of dining near Gabriel Narutowicz Square in Warsaw, Mazovia Province.Jedzenie z budki w Polsce może być równie smaczne, jak oryginalny street food, trzeba tylko wiedzieć, co i jak zamówić. Razem z Hien Dinh Gock, Polakiem wietnamskiego pochodzenia, spróbowaliśmy sekretnego menu, a przy okazji porozmawialiśmy o “kulkach mocy" i o obraźliwym pojęciu "chinol". A na koniec TOP 10 wietnamskich barów według Hiena. Polacy rozsmakowali się w gorącym półmisku, kurczaku chrupiącym i w pięciu smakach, nazywając je “chińczykiem” lub “wietnamczykiem”. Tymczasem Ngo Van Tuong, autor książki "Słodko-kwaśna historia czyli wszystko, co chcieliście kupić w wietnamskich sklepach, ale baliście się zapytać", mówił niedawno, że właściciele budek wstydzą nazwać się swoją knajpę “kuchnią wietnamską”, by nie bezcześcić pięknej kulinarnej tradycji. Właśnie dlatego na szyldach umieszczają napis “kuchnia azjatycka”. I często sami się z tego śmieją. Pytam Hiena, mojego przewodnika po wietnamskiej Warszawie, czego brakuje “pol-wietowi”, by nazwać go pełnoprawną kuchnią wietnamską? - Wszystkiego. Szpinaku wodnego, tajskiej bazylii, kapusty pok choi czy galangalu. To jedzenie w ogóle nie reprezentuje “klimatu” Wietnamu - mówi. Restauratorzy są pragmatyczni – nie straszą Polaków “dziwnymi” smakami. Nie kombinują i zarabiają kasę. Hien Dinh Ngoc Foto: Hien sam rzadko jada w takich miejscach, bo 99 proc. budek "wietnamskich" nie ma nic wspólnego z krajem jego rodziców. Ale dodaje: - W całej Polsce żyje od 30 do 80 tys. Wietnamczyków. A to oznacza, że gdzieś muszą się powstawać autentyczne bary. Tak się składa, że niektóre budki z jedzeniem mają sekretne menu. Pokażę ci je - mówi Hien. Knajpki? Wietnamczycy robią majątek na "pazurkach" - Kiedy zapraszam znajomych Polaków na swoje rewiry, to zabieram ich właśnie na bazar przy ul. Bakalarskiej - twierdzi Hien. To jedno z najbardziej “multi-kulti" miejsc w stolicy, gdzie handlują nie tylko Wietnamczycy, ale również osoby z Bliskiego Wschodu, Afryki czy państw i regionów byłego bloku wschodniego jak Ukraina, Rosja, Tadżykistan czy Czeczenia. - Można tu kupić wszystko – mówi Hien z błyskiem w oku. Główna alejka bazaru topi się w blasku różowo-niebieskich LEDy z napisami NAILS I BEAUTY. Tak, społeczność wietnamska na paznokciach zarabia jeszcze więcej niż na jedzeniu. Na kilka osobnych słów zasługują wietnamskie sklepy spożywcze na Bakalarskiej, które są naprawdę egzotyczne. To nie są "jakieś tam" sklepy orientalne w galerii handlowej, w których dostaniecie dwa napoje i trzy sosy "na krzyż". Na Bakalarskiej sprzedaje się na przykład durian, czyli śmierdzący zgniłym jajkiem owoc, zabroniony w wielu liniach lotniczych na świecie. Kosztuje 60 zł za kilogram. Albo – hit – czyli desery: gęsta, słodka "zupa" z fasolą i żelkami oraz sezamowo-kokosowe “pączki” z ciągnącego się ciasta, przypominające nieco tzw. "kurczaka w cieście kokosowym" Sklep wietnamski Foto: Miejsce numer jeden – Nam Son Rzecz jasna na Bakalarskiej są też bary z jedzeniem. Według Hiena restauracja Nam Son jest jedną z najbardziej autentycznych w całej Warszawie. - Gdybyśmy byli w Wietnamie, to powiedziałbym, że to taki “bar mleczny”. Wiele różnych, klasycznych dań. No i karta specjalnie dla "swoich". Hien podchodzi i po wietnamsku zamawia “ukryte” menu. Ukryte brzmi nieco sensacyjnie, ale nie ma tam oczywiście nic nielegalnego. Wietnamczycy nie chcą go eksponować, żeby nie straszyć Polaków nieoswojonym dla nich smakiem. Za 20 zł zamówiliśmy górę jedzenia. To takie wietnamskie tapasy. Miskę ryżu i mnóstwo małych dodatków. Bo tak się je w Wietnamie. Na talerzu znaleźliśmy specjalnie smażone tofu, marynowaną kalarepę, boczek w sosie sojowym, boczek chrupiący, kurczak na imbirze i w trawie cytrynowej, orzechy zasmażane z solą. Dodatkowo otrzymaliśmy zupę, która na pierwszy rzut oka wygląda jak pho. W rzeczywistości jedliśmy bon mang z cielęciną. Pachnie jak wietnamski miks przypraw z kardamonem, gwiazdkami anyżu i kminkiem. Na koniec na stół położono nam wietnamski wywar na bazie kości z żeberek plus szpinak. Neutralny w smaku, nieco wodnisty. Stworzony specjalnie po to, by pomieszać z nim wszystkie resztki. - Czegoś takiego w Polsce nie ma. W wietnamskiej kulturze kulinarnej nic nie może się zmarnować - mówi Hien. Nam Som Foto: Opracowanie Noizz Czy "chinol" to obraza? W knajpie Nam Som sosy ostry i słodko-kwaśny stoją na ladzie jak w każdym barze azjatyckim. Hien zabrania mi ich używać. - Wietnamczycy czasami kręcą bekę z Polaków, którzy zalewają jedzenie sosem. Ale to raczej sympatyczne żarty - mówi. Z czego jeszcze śmieją się Azjaci? - Z tego, że Polacy nie jedzą palcami i nie lubią ogryzać skórek oraz kości. Co jest w tym złego? To przecież normalne - mówi Hien. - Zabawne są też “kulki mocy”, czyli kurczak w cieście kokosowym - dodaje Hien. To jedzenie pokochały polskie osiedla, bo jest tanie i sycące. - U nas kompletnie się tego nie je. Przy okazji zapytałem Hiena o inną polską rzecz, czyli popularne pojęcia “chińczyk” i “chinol”. - Właściciele lokali nie raz słyszą zza baru, kiedy Polacy mówią, że “są u chinola”. Dobrze wiedzą, że ich się tak nazywa. Polakom często wymyka się to jakby od niechcenia i chyba nie mają nic złego na myśli. Uważam, że wynika to z niskiej wiedzy na temat Azji, bo przecież jak skośne oczy to Chińczyk. Większość osób, które znam, nie obrażają się na to, ale radziłbym uważać. Poza tym każdemu radzę poczytać trochę o Azji, bo jest ogromna i każdy może znaleźć tam dla siebie trochę inspiracji - dodaje. Hitem są wietnamskie desery do nabycia w sklepach przy Bakalarskiej Foto: Miejsce numer dwa - Viet Street Food Kolejną destynacją na mapie warszawskiego "chińczyka" jest knajpa Viet Street Food, znajdująca się na willowej Saskiej Kępie. Wszyscy warszawscy foodies polecają to miejsce. Mają rację. To restauracja, która znajduje się w domu jednorodzinnym, co nadaje miejscu klimat wietnamskich obiadów domowych. Można sobie usiąść na przykład w ogródku. Za kartę odpowiada tutaj 60-letnia szefowa kuchni z Wietnamu, która zjadła zęby na tym jedzeniu i wie jak to się robi. Tutaj zjedliśmy banh mi, czyli przepyszną, chrupiącą bagietkę francuską z piklami z marchewki, kolendrą i wietnamskim farszem. Do wyboru są trzy wkłady: pasztet, wieprzowina lub tofu. Dodatkiem był tutaj srirachonez, czyli własnej roboty mieszanka tajsko-amerykańskiego sosu Sriracha oraz majonezu. Bahn mi Foto: Opracowanie Noizz Czy to jest najlepsza kanapka, jaką jadłem? Na sto procent umieściłbym ją w czołówce. Było naprawdę dobrze i myślę, że ta bahn mi spokojnie mogłaby być nocną alternatywą dla kebabów. To typ jedzenia, który przypadnie do gustu Polakom – smakuje egzotycznie, a zarazem nie wymaga od nich przekroczenia granicy komfortu. Podobno tutaj jest też najlepsza pho w Warszawie, a to niełatwe danie. Jak mówi Hien: - Z pho jest jak z bigosem. Niby wszyscy wiedzą jak smakuje, ale łatwo go spieprzyć. Miejsce numer trzy – Shabu Shabu W definicji street foodu, którą zarysowałem przed naszym spotkaniem, istotna była cena. Naszą górną granica jest 30 zł za to, by wyjść z knajpy w miarę najedzonym. Trzy dychy jak na Warszawę to skromny budżet. Mimo wszystko trafiamy na najbardziej fancy ulicę w mieście - Mokotowską. Shabu Shabu Foto: Agata Grzybowska / Agencja Gazeta Restaurację Shabu Shabu prowadzi Linh Nguyen - Wietnamka, która przyjechała do Polski kilkanaście lat temu i rewolucjonizuje spojrzenie Polaków na jedzenie z jej kraju. W swojej knajpie próbuje odzwierciedlić kuchnię ze środkowo-południowego Wietnamu, gdzie kolonie francuskie miały wpływ. Z oporem spróbowałem tutaj wietnamskiej, chrupkiej kaszanki, doprawionej tamtejszymi przyprawami. W jej smaku czuć było świeżość i nutki trudnej do zidentyfikowania zieleniny, co jak na kaszankę jest chyba nietypowe. Ale w tej kwestii nie jestem ekspertem. Sporą atrakcją były dla mnie sajgonki, które musiałem skręcić sobie sam. Farsz na nie wyglądał tak: Shabu Shabu - kaszanka oraz "farsz" na sajgonki Foto: Opracowanie Noizz Shabu Shabu to też knajpa z hot potem. Zasada jest tutaj bardzo prosta: najpierw wybierasz bulion, a później dodatki, które samodzielnie w nim ugotujesz. To ty odpowiadasz za sterowanie “ogniem”. Nie smakuje? Twoja wina. Spróbuj jeszcze raz! Podróż z Hienem po wietnamskim street fodzie pokazała mi nieznaną dotychczas stronę Warszawy, uświadamiając, że nasza stolica z roku na rok staję się coraz ciekawszą, wielokulturową metropolią. Wietnamczycy w Polsce, próbując dostosować się do naszego gustu kulinarnego, niechcący zbudowali stereotyp kuchni niskiej jakości. Na szczęście czasy się zmieniają, a kuchnia wietnamska w Polsce staje się coraz bardziej autentyczna. Wystarczy tylko dobrze poszukać. BONUS. TOP 10 wietnamskiego street food w Warszawie i okolicach: Pho Toan Nam Son Van Binh Viet Street Food Vietnamka Shabu Shabu to to pho Pekin express Oh my pho Yến Béo - Wólka Kosowska Xing Long - Wólka Kosowskałyżeczka musztardy. szczypta soli. Mięso mielone wymieszaj z musztardą i dopraw solą, pieprzem oraz oregano. Smaż na rozgrzanej patelni z odrobiną oleju. Cebulkę czerwoną drobno posiekaj i podsmaż na patelni. Kiedy mięso zmięknie, dodaj do niego cebulkę oraz odsączoną kukurydzę i fasolkę. Dodaj 2 szklanki passaty pomidorowej i Select CountryIndiaAustraliaBrazilCanadaChileCzech RepublicIndonesiaIrelandItalyLebanonMalaysiaNew ZealandPhilippinesPolandPortugalQatarSingaporeSlovakiaSouth AfricaSri LankaTurkeyUAEUnited KingdomUSAPolandchevron-downSelect Languagelanguage-globePolishchevron-downAbout ZomatoWho We AreBlogWork With UsInvestor RelationsReport FraudZomaverseZomatoFeeding IndiaHyperpureZomalandFor EnterprisesZomato For WorkLearn MorePolityka prywatnościBezpieczeństwoRegulaminMapa stronySocial linksBy continuing past this page, you agree to our Terms of Service, Cookie Policy, Privacy Policy and Content Policies. All trademarks are properties of their respective owners. 2008-2022 © Zomato™ Ltd. All rights reserved. 2. Chianti. ul. Foksal 17, Warszawa. Restauracja Chianti to wyjątkowe miejsce w samym sercu Warszawy, które przenosi nas wprost do malowniczego regionu Chianti w Toskanii. Restauracja ta oferuje nie tylko pyszne włoskie jedzenie, ale także najlepsze wino z winnic w okolicy, które słynie z wyjątkowego smaku. Ktoś może lubić befsztyki,Ktoś inny de volajKaczki, kurczaki, indykiDrób dla jednych to raj,Jak kto mi fondnie, to proszę,Nie płacę, ale owszem ja tych łakoci, no nie znoszę,Co lubię odpowiem, bo wiem!Dla mnie nie ma jak pyzy z bazaruPyzy a’ la Różycki to że zna się na kuchni nasz naród,Wszyscy mówią: te pyzy sam mnie bomba te pyzy z bazaru,Na stojaka je wtrajać nie nich piwko z warszawskiego browaruI już w dechę i dobra i git!(…)Aż w pobliżu nagle ten zapach,Co nawet po nocach się śni!I już czuję te pyzy z bazaru,Więc kupuję, a w gębie sam kolejka i młodzik i staruch,Bo na kuchni to zna się nasz te pyzy nie szkoda gotówki,Jak cudownie parują, no nich dodaj dwa łyki z piersiówkiI cała Praga jest twoja i już!Więc spróbujcie te pyzy z bazaru,Niech handlarka w słoiku wam na deser walczyka z gitarąI jest gites, jest wszystko jak trza!” („Pyzy z bazaru” S. Cyja, W. Patuszyński, piosenka śpiewana przez Jaremę Stępowskiego, przy akompaniamencie „Kapeli Warszawskiej Stanisława Wielanka”) Pyzy i flaki od Pani Hani. Kaszpir: Pyzy, gorące pyzy… To był pierwszy tekst, który słyszała każda osoba wchodząca na bazar Różyckiego, czyli po warszawsku – na Różyca. Przeciskając się przez tłum handlujących rzeczami luksusowymi, dziś dostępnymi w każdym Lidlu czy Biedronce, oraz gdzieniegdzie sztuczny tłum naganiający benklarzom frajerów do oskubania, natrafiałeś w końcu na korpulentne jejmościnie z wózeczkami, w których wnętrzach parowały szczelnie owinięte w gazetowy papier słoiki z pyzami (lub jak powiedziałby warsiawiak) pyzamy, flakamy lub nawet czasem pulpetamy. Po nabyciu danie spożywało się za winklem którejś z budek, oczywiście wprost ze słoika, używając przy jedzeniu wypożyczonego widelca lub łyżki. Bez sanepidu, paragonów fiskalnych a także… kosy pod żebrami. Jak smakowało? Obłędnie, domowo. Procederem tym bowiem trudniły się panie, które robiły to codziennie, posiadając masę stałych klientów a w przypadku dzieciaków (do których zaliczałem się wtedy) zawsze potrafiły dać większą porcję i dopilnować, by tak jak w domu zjeść do końca. Epoka wielkiego Różyca odeszła niestety do historii a wraz z nią pyszne pyzy i flaki, jednak do dziś ostały się dwa miejsca, które chcemy Wam polecić. Pierwsze to pani Hania, która wraz z rodziną do dziś sprzedaje pyzy i flaki na terenie bazaru – w tygodniu od strony ulycy Targowej (czyli od głównego wejścia) a w weekendy w reaktywowanym zaimprowizowanym mini-bazarze od ulycy Brzeskiej. O smaku mogę napisać tylko tyle, że nie ma lepszych pyz w Warszawie. A piszę to odpowiedzialnie, będąc po konsumpcji dziesiątek pyzów w barach mlecznych oraz innych przybytkach kultywujących warsiaską tradycję. Te od pani Hani są delikatne, rozpływające się na języku, ze świetnie przyprawionym farszem mięsnym (lub bez), zawsze z okrasą (niestety wegetarianie będą niepocieszeni – okrasa jest w każdym słoiku). Flaki, świetne w smaku i zapachu, idealnie przyprawione. Wyjedzone do ostatniego kawałeczka i to pomimo faktu, że za flakami na co dzień nie przepadam. Jeśli będzie Ci mało, na stoisku u pani Hani kupisz także czasem śledzia w słoiku (z cebulką w oleju), domowy smalczyk na pajdzie chleba bądź w pojemniczku na wynos. To także klasyka, nie mająca nic wspólnego z wszechobecnymi dziś na targach podróbami. „Pyzy! Pyzy! Prosto z garka!/ Te gorące! Te na skwarkach!/ Dyche porcja! Cały słoik!/ Lizać palce, ludzie moi!” (fragment piosenki „Pyzy”, słowa Jerzy Sułkowski w: Marek Miller, Co dzień świeży pieniądz czyli dzieje Bazaru Różyckiego”) Żorż: „Bo są dwoiste pyzy, nie wiem, czy pan akurat na tym się zna… Są takie pyzy, proszę pana, z większą ilością mąki kartoflanej, takie pyzy z kartofli wyciskane – ciemne. Bo te, co je tutaj sprzedają, to są jasne. A u tej drugiej babeczki, co je czasem przynosi, to one są ciemne. Zresztą obydwa gatunki mają swoich zagorzałych amatorów. Staśkowi Wielankowi te jasne przypadły do gustu, a dla mnie to są kopytka mordosklejki, bo dla mnie prawdziwe pyzy, to właśnie te ciemne, co ma ta druga babeczka. To są prawdziwe pyzy, one wyciskane są z kartofli – kartofle są tarte… to są pyzy… (Pan X w: Marek Miller, Co dzień świeży pieniądz czyli dzieje Bazaru Różyckiego”) Kiedy zobaczyliśmy stoisko, na którym syn pani Hani sprzedaje matczyne wyroby, oczywiście poszliśmy w tango z pyzami, zarówno tymi z mięsem, jak i bez nadzienia, a takoż skusiliśmy się na flaki. Pyzy bez nadzienia, za to z obfitą omastą w postaci zrumienionej cebulki i bezwstydnie tłustych skwarek ze słoniny kosztują 15 złotych za słoik. Po odkręceniu wieczka zapach zwala z nóg. Jest wręcz boski. Kluski smakują obłędnie. Lekko kleiste, robione z dodatkiem surowych ziemniaków. Zajadaliśmy aż nam się uszy trzęsły. Pyzy z mięsem (20 zł) to duże kluchy nadziane soczystym, doprawionym w punkt mięsem. Nie skłamię, jeśli powiem, że to chyba najlepsze pyzy, jakie jadłem. No i flaki po warszawsku (15 zł). Obfita porcja mięciutkich flaków, z wyrazistym, zasmażanym wywarem z dodatkiem papryki. Doprawione tak, że nawet nie myślałem o sięgnięciu po pieprz czy sól. Idealne. Już za nimi tęsknię. Pyzy Flaki Gorące. Kaszpir: Jak już pisałem onegdaj: „… takie teksty można było usłyszeć przez kilkadziesiąt lat na Bazarze Różyckiego w Warszawie. Towarzyszyły handlowi walutą, szemranym interesom i zapachowi formaliny wśród stoisk z futrami. Takie odległe wspomnienia z dzieciństwa kołaczą mi się po głowie, kiedy przestępujemy próg nowego lokalu ulokowanego na tyłach legendarnego Różyca. Bistro nosi nazwę Pyzy Flaki Gorące i stara się przywrócić smaki odchodzącej w przeszłość Warszawy w prostych daniach serwowanych niegdyś nieopodal.” To już sześć lat, odkąd niepozorny lokalik prowadzony przez niezwykle sympatyczne małżeństwo wskrzesza smaki z Różyca. Nas bardzo ciekawiło zestawienie z tymi, które przed chwilą uraczyła nas kilkadziesiąt metrów dalej rodzina pani Hani. I w tym pojedynku zwycięzca mógł być tylko jeden. Ale to wcale nie oznacza, że nie możemy polecić lokalu. Wręcz przeciwnie, liczba dań oraz zawartość lodówki z garmażem zachęcają do konsumpcji i dłuższego spędzenia czasu ze znajomymi. Ostatnimi laty bywaliśmy tu dziesiątki razy, wiele razy nie dawaliśmy rady wejść, bo akurat wszystkie miejsca zajmowały wycieczki z Grójca lub lokalna ferajna. Ale właśnie w takich sytuacjach (oraz w dzisiejszej pandemii) praktyczność rozwiązania słoikowego powoduje, że całe menu da się zamówić na wynos. Co też zrobiliśmy kolejny raz. Oczywiście nie obyło się bez klasycznej orężady z Kamionka zaserwowanej wraz z pięćdziestką dobrze zmrożonej substancji. Ja skupiłem się na garmażu, wszak będąc teraz jedynie warszawskim słoikiem musiałem zabrać ze sobą na południe zestaw obowiązkowy na nadchodzący tydzień. Wziąłem babkę ziemniaczaną oraz dwa rodzaje śledzi w słoiku. Babka to prawdziwa klasyka, świetnie upieczona, z ogromną ilością ingrediencji w postaci kawałków prawdziwej szynki. Śledzie tym razem były ciut przesolone (być może zbyt krótko wymoczone), ale pod wódeczkę to wręcz idealnie. Polecam zwłaszcza wersję z rokpolem i czosnkiem niedźwiedzim. Jedliście? To koniecznie spróbujcie. Żorż: Nie miałem wcześniej okazji jeść w tym miejscu, wiedziałem o nim tylko tyle, co przeczytałem w recenzji Kaszpira z 2015 roku. Oczekiwania po owej recenzji miałem jednak bardzo wysokie. No to zamawiamy. Pyzy z mięsem (16 zł) zamówić można z kilkoma rodzajami omasty. My poszliśmy w klasykę, czyli omastę ze skwarką. Trzeba przyznać, że tych ostatnich nie żałują i po otwarciu słoika, jeśli chcemy jeść street foodowo bez wykładania na talerz, musimy się najpierw przebić przez solidną warstwę soczystego boczku. Poradziliśmy sobie odkładając część skwarek na wieczko słoika. W tych pyzach znajdziemy gotowane mięso, więc wydały mi się nie tak fajnie doprawione, jak te ze stoiska pani Hani. Jednak po jakimś czasie, kiedy się przegryzły, okazały się naprawdę smaczne. Nie mogę tego niestety napisać o flakach po warszawsku z pulpetem (16 zł). Nie wiem, co zaszło na kuchni, ale te flaki nie powinny jej opuścić. Wywar pierońsko słony i… właściwie pozbawiony jakiegokolwiek smaku. Duże rozczarowanie. Podsumowując: flaki traktuję jako wypadek przy pracy i do Pyz Flaków Gorących wrócę, by spróbować jeszcze innych rzeczy. Tym bardziej, że pesto, które kupiliśmy do domu okazało się pyszne. Pyzy Flaki Gorące – Warszawa, ul. Brzeska 29/31, tel. 606 294 499, można płacić kartą – Facebook, mapa Google أفضل مطاعم قريبة من Invisible Exhibition - Niewidzialna Wystawa، وارسو على Tripadvisor: طالع تعليقات وصور المسافرين عن مطاعم في وارسو، بولندا 2 listopada 2011 Bary przekąskowe rozmnażają się ostatnio w stolicy jak grzyby po deszczu. Taka nowa moda, powiązana z modą na PRL, alternatywa dla popularnych kiedyś pubów. Modę zaczęły parę lat temu Przekąski Zakąski, ale dopiero niedawno przekąskowe miejsca przeżywają prawdziwy boom. Nie tylko jeśli chodzi o ilość nowo otwieranych miejsc, ale także o popularność wśród klientów. W Warszawie poza Przekąskami Zakąskami mamy jeszcze Metę na Foksal, od niedawna jest także Słony Magdy Gessler na Pięknej i Między Wódką, a Zakąską na Chmielnej. W Krakowie podobnych miejsc jest już ok. 10. Także w innych miastach wychodzi się już coraz częściej na wódkę i zakąskę zamiast na piwo do pubu. Jeden z najnowszych zakąskowych barów w stolicy to Bar Warszawa – lokal w klimacie przedwojennej stolicy. Lokalizacja na Miodowej niby centralna, ale jak na nocne balowanie do tej pory nienajszczęśliwsza. Skafander, który lubiłam za pyszne jedzenie został zamknięty po roku od otwarcia. Ciekawe jak to będzie z Barem Warszawa i czy zdoła rozruszać okolicę jak Przekąski Zakąski rozruszały Krakowskie Przedmieście? Za barem wita nas młoda obsługa w strojach à la warszawska orkiestra z Chmielnej. Na ścianach lokalu zdjęcia stolicy, na dole krzesła barowe, na górze kilka stolików gdzie możemy sobie usiaść i pogadać z przyjaciółmi. Siadamy na dole i zamawiamy kilka przekąsek. Mimo, że jesteśmy tu w ciągu dnia, a miejsce jest raczej wieczorowo-nocne, nie jest tu pusto, kręcą się zarówno klienci jak i znajomi królika. Menu krótkie i na temat, zakąskowy oczywiście. Możemy tu zjeść typowe warszawskie zakąski, takie jak flaczki po warszawsku czy pyzy jak z Różyca. Serwują tu także inne tradycyjne przekąski: tatar, świetne śledzie czy pasztet. Dla wielbicieli klimatów marynistycznych znajdzie się zapewne także tzw. lorneta z meduzą. Ceny mają tu przystępne, bo 8 zł kosztuje każda zakąska, a i na porcjach nie żałują. Estetycznie podany tatar, aż szkoda zepsuć taką kompozycję, w smaku też jest wyraźny i na temat. Duża porcja pyz z mięsem jak z Różyca to miłe wspomnienie dzieciństwa i wielkość porcji wystarczająca za cały obiad – dla mnie i Smakusia, któremu pyzy wydają się również przypaść do gustu. Pasztet…? Troszkę zbyt suchy ale w smaku niezly. Flaczków po warszawsku niestety zabrakło, podobno właśnie się gotowały. Może się ugotują następnym razem… Do zakąsek leją tu krajową wódkę, oranżadę wzorowaną na tej z PRL-u, wina świata oraz niepasteryzowane piwa z okolic Warszawy. Ja zamawiam oranżadę. Do pyz i pasztetu pasuje jak ulał. Bar Warszawa to miejsce czynne całą dobę, co z pewnością czyni je świetnym punktem na trasach stołecznych głodnych nocnych marków. Relacja Pat’a z wizyty nocnej: Ja miałem okazję doświadczyć Baru Warszawa po raz pierwszy z perspektywy nocnej… Przywiodłem tu grupę znajomych podczas spotkania z okazji wieczoru kawalerskiego. Zaczęliśmy w Harendzie – potem mieliśmy wpaść do kultowych Przekąsek Zakąsek naprzeciw Pałacu Prezydenckiego, ale odstraszył nas tłum, który wyglądał jak przekąskowe śledzie w oleju tyle, że zapakowane do zbyt małej beczki. Dzięki Marcie, która przekazała mi informację o Barze Warszawa pokierowałem naszą kilkuosobową grupę na Miodową… Miałem nadzieję, że jako nowe miejsce bar będzie pustawym przystankiem na naszej trasie po warszawskich knajpach. O dziwo okazało się, że w środku jest całkiem dużo osób… Szczęśliwie jeden ze stolików na pięterku okazał się być opuszczony i wyglądał zupełnie jakby na nas czekał. Zamówiliśmy od razu różne gatunki śledzi, tatara oraz różnorakie napitki pasujące do tych przekąsek… W sumie spodobało nam się na tyle, że pozostaliśmy tam do późnych godzin nocnych (albo do wczesnych godzin rannych). A teraz szczypta pieprzu: z punktu widzenia siedzących na pięterku jest jeden minus (poza plusami oczywistymi w postaci przekąsek, które bardzo mi przypadły do gustu). Jest to konieczność schodzenia za każdym razem do baru w celu zamówienia jakiejś porcji i dokonania zapłaty. Dopiero potem (a czasem to potem zabiera sporo czasu) obsługa organizuje dostawę na górę. Czasami można dokonać zamówienia na piętrze u np. pani kelnerki, która potem przynosi paragon i zaprasza na dół do dokonania wpłaty. Reguły nie było. Zastanawialiśmy się jaka jest przyczyna takiego a nie innego stanu rzeczy? Brak zaufania do obsługi? Brak zaufania do klientów? Hmmm… doprawdy nie wiem… ale widziałem, że załoga Baru Warszawa komentowała już sam wpis o tym, że takie miejsce zostało otwarte więc może odpowiedzą w komentarzach… Taki proces znakomicie utrudnia to życie barowe. Podsumowując – bardzo polecam Bar Warszawa jako niezobowiązujące miejsce do spotkań ze znajomymi albo w celu pokazania przyjezdnym turystom. Jest fajny klimat, smaczne przekąski i niechcący można się tu długo zasiedzieć. Myślę, że przed następną wizytą zweryfikuję czy stolika na górze nie da się zarezerwować, żeby nie przychodzić na próżno gdyby miejsce pod względem tłoku miało zbliżyć się do Przekąsek Zakąsek… Bar Warszawa, 2, tel. 504 320 497
Idealny obiad, zwłaszcza gdy po długim weekendzie w A u mnie na talerzu wylądowały dziś pierogi staropolskie nadziane farszem z kaszy i leśnych grzybów. JA WOLĘ W DOMU - A u mnie na talerzu wylądowały dziśNadziane, Warszawa: Se 35 objektive anmeldelser af Nadziane, som har fået 3,5 af 5 på Tripadvisor og er placeret som nr. 1.973 af 3.584 restauranter i Warszawa. Kontakt - Farszem Nadziane Mariusz Zimek Warszawa - telefon, adres, NIP, informacje Poniżej znajdziesz dane kontaktowe dla firmy Farszem Nadziane Mariusz Zimek w Warszawa, adresy, NIP, numery telefonów, infolinia i e-maile, oraz informacje: dane finansowe i władze firmy. vczW.