🍆 Śpiewała W Nim Kora

PAMIĘTAJ, ŻEBY NAS ZASUBSKRYBOWAĆ :) http://www.youtube.com/subscription_center?add_user=WideoPlotekPlKora w swoich ocenach bywa bardzo ostra. Tym razem dost
Lista słów najlepiej pasujących do określenia "śpiewała odpływają kawiarenki":JAROCKAOGRÓDKIRINNELENISOŚNICKASIPIŃSKAKAYAHPIAFKUNICKAUMERSANTORDODAADAMIAKURSZULABANASZAKLALAKORAONAELIZAGÓRNIAK Kora znana jest jako piosenkarka, rockmanka. Okazuje się jednak, że Olga Jackowska nie tylko śpiewała. W swoim życiorysie miała też przygodę z fotomodelingiem. fot. Adobe Stock, LIGHTFIELD STUDIOS Nie pamiętam już, ilu ich było, ale na pewno sporo. Jakiś Marek, jakiś Piotr, jakiś Andrzej… Wszystkich łączyło jedno: podobali się moim rodzicom, nie mnie. Studiowali, byli oczytani, kulturalni, z dobrych domów, dość przystojni; po prostu dobrze zapowiadający się kawalerowie. Do dzisiaj nie wiem, czego im brakowało. Ale czegoś musiało brakować, skoro w żadnym z nich się nie zakochałam. Janek się nie popisywał. On był prawdziwy Tego „czegoś” nie brakowało za to Jankowi. Nadrabiał tym i brak wykształcenia, i brak dobrego pochodzenia, i brak oczytania. Naturalnie nie w oczach moich rodziców. – Co ty w nim widzisz? – bez ogródek pytał ojciec. Chyba najważniejszą cechą mojego męża była i jest prawdziwość. On nigdy nie udawał innego, niż jest. Nawet nie starał się tego robić. Oczywiście moi rodzice tę jego autentyczność brali za lenistwo. Mówili, że jemu po prostu nie chce się być oczytanym, kulturalnym człowiekiem. Mnie wystarczało to, że dobrze się czułam w jego towarzystwie, że dobrze nam się gadało. A najważniejsze, że dobrze nam się milczało. Może dlatego, że nie starał się, jak inni moi koledzy, imponować snobistycznym gustem, popisywać oczytaniem itp. Drugie, co przychodzi mi do głowy, to przezwisko, jakie mu nadał mój ojciec: „Pan Złota Rączka” – w rozmowach z mamą używali skrótu PZR. Początkowo także w rozmowach ze mną, ale wybiłam im to z głowy, gdy zorientowałam się, że ironizują. Z początku tak go nazwali, żeby wyrazić uznanie, ale z czasem, nie wiedzieć czemu – zaczęli się z tego naśmiewać. Dzisiaj myślę, że ojciec robił to z zazdrości. Sam nie umiał nawet wymienić uszczelki w kranie, więc wyśmiewał to, że ktoś nie będący hydraulikiem potrafi to zrobić z taką łatwością, z jaką on wypijał swój wieczorny kieliszek koniaku. A już do szewskiej pasji doprowadzał moich rodziców fakt, że Janek zarabiał więcej od nich. Sami walczyli kiedyś o wolny rynek, a jak już go wywalczyli, to mają teraz pretensje, że faworyzuje budowlańców, a nie filologów języka polskiego. – Trzeba było się uczyć – mówiłam im, gdy się tak wściekali na niesprawiedliwość społeczną – ale czegoś pożytecznego. – Jesteś niesprawiedliwa – bardziej w obronie ojca niż swojej odzywała się wtedy mama. – Dzięki takim, jak twój ojciec, PZR umie przeczytać instrukcję wiertarki. – Mamo, prosiłam cię, żebyś tak nie nazywała Janka – upomniałam ją. Moi rodzice na każdym kroku starali się obrzydzić mi Janka. Myślałam, że im to przejdzie, ale było coraz gorzej. Wściekłość ojca osiągnęła apogeum, gdy któregoś razu Janek przyjechał znacznie lepszym samochodem, niż miał mój ojciec. – Pewnie się zapożyczył, żeby nam zaimponować – powiedział wtedy do mojej mamy, myśląc że Janek go nie słyszy. – Miałem odłożone – zupełnie spokojnie odpowiedział mąż. – Nie lubię się zapożyczać. – Ty przy nim schamiejesz! – truła mi mama Ojciec poczerwieniał ze złości, ale nic nie powiedział. Dopiero gdy Janek odjechał, powiedział: – Ten chłopak nie ma za grosz kultury. Powinien był udawać, że nie słyszy mojej uwagi. – Drogi tato – powiedziałam. – Kultura to nie jest umiejętność używania czasu zaprzeszłego. Toczyłam boje o to, żeby rodzice w końcu docenili Janka, a przede wszystkim, żeby zrozumieli, że nie każdy kieruje się takimi kryteriami jak oni, a w miłości, tej prawdziwej, trudno o racjonalne kryteria. Czasami, jak śpiewała Kora: „kocha się za nic”. Gdyby chociaż Janek był nieudacznikiem – wtedy ich troska o los córki byłaby zrozumiała. Ale przecież widzieli, że on doskonale radzi sobie w życiu, miał nawet swoją własną firmę! Moja mama tłumaczyła to tak: – Ja się nie boję o twój status materialny, ale społeczny. I kulturalny. Ty przy nim schamiejesz, a wasi znajomi ograniczać się będą do malarzy i murarzy. – Mamo! – wściekałam się. – Jak w ogóle możesz tak mówić. Przecież to jakaś nowa forma rasizmu. – Nie nowa, moja droga. Od dawna wiadomo, że takie mezalianse… – Jakie znowu mezalianse? Czy ty masz naszą rodzinę za jakichś hrabiów? Kto by pomyślał, pojechali razem na koncert! Aż przyszedł ten pamiętny dzień, w którym Janek przekonał do siebie ojca. Było to po kolacji, gdy ojciec zasiadł w fotelu i wziął do ręki gazetę. – No proszę – powiedział w pewnym momencie. – Czesi potrafią, my nie. – A co konkretnie? – zapytał Janek. – Pink Floyd. Mówi ci to coś? – ojciec wykrzywił lekceważąco usta. – No pewnie. Lubię Floydów. Chociaż bez Watersa to już nie to. Ojcu gazeta niemal wypadła z rąk. W jego ciasnym umyśle nie było miejsca na możliwość, żeby jakiś murarz lubił Pink Floyd. – A co najbardziej lubisz? – zapytał podchwytliwie. – Trudno powiedzieć. Nagrali tyle dobrych kawałków… – Może jednak spróbujesz? No i Janek spróbował, a ojcu szczęka opadła. Znał całą dyskografię i to dokładnie. Gdy jednak Janek zaproponował wspólny wyjazd do Pragi, ojciec odmówił. Początkowo, bo w końcu się zgodził. Uparł się tylko, że za swój bilet zapłaci sam. Resztę kosztów wyprawy pokrył Janek. Wrócili odmienieni. PZR zniknął bezpowrotnie, a jego miejsce zajął… Janek. I tak jest do dziś. Czasami śmieję się, że mój mąż przekupił teścia koncertem rockowym. Czytaj także:„Ojcem >>mojej>Mamuśki<< w pracy zrzucają na mnie swoje obowiązki. To, że nie mam dzieci, nie znaczy, że muszę siedzieć po godzinach”„Mąż sądzi, że macierzyństwo to nie praca. Piętrzące się pieluchy, płaczące dziecko i kipiące gary, nie brzmią jak relaks” - Kora była powściągliwa, Niemen za to boski. Siedzi obok mnie przy barze i nagle rzuca: "ładnie śpiewasz". Niech mi pan to napisze na kartce, bo nie uwierzę - odparłam wówczas lekko oszołomiona - opowiada Bożena Hutnicka-Chorabik. Artystka przez lata występowała w kultowych polonijnych
Była kimś niezwykle ważnym dla mojego pokolenia, a może nawet kilku pokoleń, które jej piosenek, jej śpiewania słuchały z zapartym tchem i ciarami na plecach. Kiedy wychodziła na scenę, planety szalały. Świat się zmieniał, wirował, życie smakowało prawdziwiej. Były w niej energia, mądrość, dystans, kpina, Kora była wielka. Kora miała w sobie pierwiastek geniuszu Pierwszy raz pamiętam ją z Krakowa, gdzie wtedy studiowałam. Już wtedy była jak kolorowy motyl, wolny ptak. Piękna twarz, wielkie, mądre, radosne oczy, długie ciemne włosy. Miała w sobie pierwiastek geniuszu, podobno jej nauczycielka polskiego w elitarnym krakowskim liceum pierwsza się na tym poznała, doceniła wartość jej wypowiedzi i dzięki temu Kora zdała maturę. Tak się plotkowało u nas, na Gołębiej, w Instytucie Filologii Polskiej: Kora była hippiską, piękną kobietą i zaczynała być niezwykłą artystką. Nawet „Chryzantemy złociste” w jej wykonaniu są wielką piosenką o miłości. Jej debiut w Opolu, 1980 r. To było cudne. Wszystko było cudne. Stylizacja taka inna od tego, do czego przyzwyczaiło Opole. Cudna kobieta, szczupła, drobna, pełna erotyki, emanująca erotyką, emocjami. I jej piosenki. Była zapowiedzią zmiany, obietnicą wolności, już nic nie mogło być takie samo – w muzyce, śpiewaniu, na scenie, w życiu. Choć nie wszyscy to wtedy pojęli. Siedziałam przed telewizorem i odebrało mi mowę z zachwytu. Tak, Sierpień się dopiero zbliżał, ale Kora już go przeczuła, zapowiadała. Przecież czytałam i znałam poezję od początku świata, uczyli mnie tego na uniwersytecie, ale może żaden wielki utwór tak mnie nie poruszył jak jej piosenki. Stoję, stoję, Buenos Aires, boskie Buenos. To była zmiana warty, koniec epoki. Inne emocje. Jej głos był niezwykły, przenikający do szpiku kości, jedyny, nie do podrobienia. Jej teksty pełne liryki, zadumy, dystansu do siebie i świata. Czasem była to zabawa słowem, inteligentna, niebanalna. Czasem smutek albo radość, gejzery radości, miłości życia, świata. Oraz brzmienie Maanamu, rozpoznawalne po pierwszym dźwięku. Pomogła przetrwać stan wojenny Myślę, że pomogła mnie i wielu moim przyjaciołom przetrwać stan wojenny i nie stracić nadziei. Zostać w Polsce i wierzyć, że mrok nie może trwać wiecznie. Że paranoja jest goła. Ona, jej śpiewanie – były obietnicą lepszych czasów. Jej „Nocny patrol”. Jej erotyczny, zmysłowy głos. Pamiętam koncert Maanamu w hali Waltera w Rzeszowie. Był rok 1983, może 84. To był krzyk protestu wobec rzeczywistości. Sala rozumiała każde jej słowo, chwytała myśl, odpowiadała na emocje. Faceci brali dziewczyny na ramiona, Kora szalała na scenie, świat się kręcił. Emocje sięgały gwiazd. Wyszłam z tego koncertu pełna dobrych myśli i optymizmu w sercu. Jej muzycy walili w system, trafiali do paru pokoleń młodych ludzi, dla których słowo „wolność” miało prawdziwą wartość i smak. Kora pokazywała, że warto inaczej żyć, że trzeba walczyć o godne życie. Ona nie mówiła o tym wprost, ale wszystkie jej teksty były do bólu przeniknięte umiłowaniem wolności. Śpiewała prosto i pięknie Te teksty, teksty jej piosenek, są proste i oczywiste. Jest w nich tyle miłości; o miłości Kora pisała najpiękniej i wcale nie patetycznie. Prostymi słowami. Kocham cię, kochanie moje. Kocham cię, a kochanie moje – to rozstania i powroty. Polana w leśnym gąszczu schowana. I leżę, leżę przy twym boku, godzina mija za godziną... Oddaję ci serce, oddaję ci ciało. I nagle dzwony dzwonią i ciało mi płonie, tak... Czy można prościej, piękniej, prawdziwiej pisać o miłości? Przemycała w swych piosenkach nawet treści, które były zakazane, tak jak się to wtedy robiło. O wszystkim pisała pięknie, o cykadach na Cykladach na przykład. Milo Kurtis wspomina, że pojechała do domu jego ojca na Cykladach właśnie. Pokochała Grecję, tak bardzo wtedy różną i daleką od Polski. Dobrze mi, ach, jak dobrze mi – pisała. Słońce rozpala nagie ciała. Jem słodkie, słodkie winogrona. W nocy gwiazdy spadają. A dyskoteka gra. Zawsze, gdy jestem w Grecji, myślę słowami tego utworu Kory i nucę go sobie w myślach, i nie tylko. Czy ktoś napisał piękniej? O Grecji, o miłości, o urodzie świata. Czy ktoś napisał o tym prościej? Była nie do podrobienia Potem śledziłam każdy jej sukces na liście przebojów Trójki, właściwie każdy tydzień, a na pewno każdy miesiąc przynosiły nowe, wspaniałe utwory. Zawsze były na szczytach listy, zawsze. Były przebojami. Cudowna była ta Polska, która rozumiała Korę. A ona była zawsze piękna. Tak piękna, że mężczyźni wstrzymywali na jej widok dech. A kobiety chciały być jak ona. Ale Kora była nie do podrobienia. Wszystko w niej było przeciwieństwem sztampy. Cokolwiek włożyła na siebie, to była genialna stylizacja. Miała wyczucie piękna i stylu jak mało kto. Była gwiazdą, zawsze. Była poetką rocka. Kochała świat i zwierzęta; kiedyś zginął jej kot syjamski, a ona robiła wszystko, wszystko, żeby go odnaleźć. Są takie zdjęcia, na których głaszcze swoje psy. Z czułością. A kiedy policja wtargnęła do jej domu, szukając narkotyków? Jakoś nikt dziś o tym nie wspomina. Słucham jej piosenek i każda jest piękna. Mówiliśmy, mówimy jej tekstami w czułych chwilach, w najintymniejszych momentach. Będziemy jeszcze długo mówić. Ja będę. Czytaj więcej: Zmarła Kora, wokalistka legendarnej grupy Maanam
Jak śpiewała Kora: „…Szczęśliwe chwile to motyle Miłość wieczna tęsknota Zatrzymamy się w locie Nad szczytem i urwiskiem I będziemy nad Ziemią Występem na festiwalu opolskim w czerwcu 1980 r., który transmitowała dla milionów telewizja, zrobiła tyle samo w kulturze polskiej, ile kilka miesięcy później Solidarność w życiu politycznym i społecznym Polski: rozsadziła komunizm od środka. Nagrana pod koniec wakacji 1980 r. debiutancka płyta „Maanam" rozpoczęła falę polskiego rocka z Perfectem, TSA, Lady Pank i Republiką. Artystka i inteligentka Wcześniej była w Krakowie jedną z pierwszych hipisek, razem z Ryszardem „Psem" Terleckim (dzisiejszym przewodniczącym Klubu PiS). Ich drogi się rozeszły. Ze swoją grupą zamieszkiwała w 1975 r. jaskinie pierwszych chrześcijan w Grecji. Od czasu występu w Opolu emanowała i prowokowała punkowym wizerunkiem. Podczas sierpniowych strajków śpiewała z Maanamem w fabryce traktorów w Ursusie. Dla nastoletnich fanów rocka była piosenkarką, celebrytką, bohaterką skandali, może jeszcze poetką rocka – a przecież na jej biografię złożyła się cała tradycja polskiej kultury XX wieku z Galicją i Krakowem w tle. Jej mama pochodziła ze Stanisławowa, a mieszkała we Lwowie. Tata był komendantem policji w Buczaczu, cudem uciekł NKWD. Oboje mówili z charakterystycznym zaśpiewem. Zadziornej rockowej wokalistce dało to znajomość szlagierów międzywojnia. Zaśpiewała je kilkanaście lat temu na solowej płycie „Kora Ola Ola!": przedwojenne tanga, piosenki Mieczysława Fogga, Jerzego Petersburskiego, Wandy Warskiej. Ale już przecież na drugiej płycie Maanamu „O!" wykonała przebój Kiepury „Ninon". Mało kto wiedział, o co chodzi. Klimat przedwojnia miała „Luciola". Z całą mocą podkreślała swój inteligencki i intelektualny status. Wychowała się na mitach greckich opisanych przez Parandowskiego – stąd jej pseudonim artystyczny. Grecka Kora, Persefona, a w Rzymie Prozerpina – przedstawiana była jako groźna, zasiadająca u boku męża Hadesa władczyni podziemi z pochodnią lub makiem w ręku. I była groźna, stanowcza. Potrafiła zmiażdżyć choćby spojrzeniem. Nieobca była jej opera. Przypominała, że już jako ośmioletnia dziewczynka widziała „Otella". Wiele dało jej obcowanie z kabaretem Piwnica pod Baranami, gdzie poznała Piotra Skrzyneckiego i Krystynę Zachwatowicz. Dojrzewała artystycznie na spektaklach Starego Teatru, Tadeusza Kantora, Krystiana Lupy, na performance'ach Jerzego Beresia. Marka Jackowskiego poznała po koncercie jego zespołu Vox Gentis. Wzięli ślub w 1971 r. Zanim założyli Maanam, Jackowski grał w Anawie Marka Grechuty i tworzył Osjan odkrywający dla Polaków muzykę etniczną. Była poetką również dlatego, że nieustannie pochłaniała książki. „Boskie Buenos" było cytatem z Cortazara. Nie przez przypadek pierwszy przebój Maanamu zatytułowany był „Hamlet". Na rok przed Noblem dla Wisławy Szymborskiej zaśpiewała jej wiersz „Nic dwa razy". Obcowała ze środowiskiem filozofów, psychologów – pracowała również jako psychoterapeutka, kochała ciągłe dysputy o buddyzmie. Do tego dochodziła fascynacja Grecją i Indiami. Trudne dzieciństwo Tak budowała swoją nową tożsamość jako osoba silnie naznaczona trudnym dzieciństwem. Od czwartego roku życia wychowywała się z powodu problemów materialnych rodziny – w domu dziecka prowadzonym przez zakonnice. Na całe życie uwrażliwiło ją to na hipokryzję i okrucieństwo ludzi Kościoła – także ze względu na przemoc, jaka ją spotkała, i doświadczenie pedofilii, co ujawniła dekadę temu. Gdy się z nią rozmawiało, czuć było wielki żal do ludzi Kościoła za to, co robią i jacy bywają: nietolerancyjni, zamknięci. Jednocześnie wskazywała wśród swoich przewodników życiowych Jezusa. A i Sokratesa. Właśnie w domu dziecka występowała po raz pierwszy. Grała w jasełkach obsadzona w roli Czarnej Kredki, a więc czarnego charakteru. – Występowałam jako ta, która niosła Jezusowi gwoździe do ukrzyżowania – mówiła mi, kreśląc trudne relacje z zakonnicami. Podkreślała, że jej odwaga brała się z poczucia tymczasowości. Dlatego w PRL czuła się wolna duchem. W pierwszych koncertach Maanamu jej i Jackowskiemu towarzyszył Milo Kurtis z powojennej greckiej emigracji. Ale przełomowe było spotkanie z Johnem Porterem, który przez przypadek wylądował w Warszawie i inspirował muzyczne środowisko. Żyła muzyką, ale nie było dla niej żadnej stawki, bo nie przeszła ministerialnego egzaminu. Za występ pobierała gażę technicznego – 400 zł, równowartość czterech flaszek wódki. Prawdziwy punk Maanam dawał młodym fanom wyzwolenie z szarości PRL, co opisywały „Szare miraże", ale kulisy małżeńskiego życia Jackowskich przypominały piekło. Tułali się z dwójką dzieci i żyli na walizkach. Po koncertach trafiali na tak zwany dołek, gdzie późną nocą bawili się nie tylko muzycy Lady Pank, TSA, Oddziału Zamkniętego, ale także cinkciarze, tajniacy, prostytutki. Przed blokiem, gdzie mieszkała, stały tabuny fanów. – Pisali na ścianach słowa uwielbienia, a ja tłoczyłam się z dwójką dzieci w kilkudziesięciometrowym mieszkanku na parterze – opowiadała mi. – W końcu dozorczyni przypięła pinezkami kartony do ściany i podpisała: „Tu pisać do pani Kory". Wcześniej było jeszcze gorzej. Przecież pod koniec lat 70. mieszkaliśmy z dwójką dzieci w squacie. To był prawdziwy punk! W orwellowskim 1984 roku Kora śpiewała „Kreona" o polskiej Antygonie i Wojciechu Jaruzelskim, a Maanam odmówił udziału w koncercie, którego gośćmi byli wszyscy pierwsi sekretarze krajów RWPG. Grupa została objęta zakazem występów i obecności na antenie. A jednocześnie wydawała płyty na Zachodzie i zapełniała sale w Niemczech i Holandii. Na emigrację się nie zdecydowała. – Graliśmy też na wielkim festiwalu Roskilde – mówiła mi. – Mieliśmy fankluby, występowaliśmy w najlepszych salach i produkcjach telewizyjnych. Te wyjazdy przywracały nam poczucie godności, bo w Polsce nie było nic i nic oficjalnie nie można było kupić. Nawet pieluszek dla dzieci! W końcu padła propozycja, żebyśmy zostali w Niemczech. Za późno. Byliśmy totalnie zmęczeni. Koncertowanie było jak dragi. Wyniszczało nas. Nie umieliśmy wypoczywać. Trzeba było zawiesić działalność. Gdyby nie dzieci i konieczność zajęcia się nimi, a potem wsparcie Kamila Sipowicza, chyba bym umarła ze zmęczenia na scenie. Rozpad Maanamu Powróciła z Maanamem na początku lat 90., gdy uporządkowała sprawy zespołu, w tym wydawnicze, w czym pomógł właśnie życiowy partner Kamil Sipowicz, filozof, poeta. Firma Kamiling Co wydała przełomowy album „Derwisz i Anioł", a wysublimowana „Róża" z 1994 r. rozeszła się w ponad 350 tys. egzemplarzy. – Te dwie płyty przyczyniły się do mojego skoku materialnego – mówiła z poczuciem stabilizacji. Poznaliśmy inną Korę. Jej wewnętrzne sprzeczności i bogactwo wyrażało się w tym, że była perfekcyjną punkową damą oraz krakowianką na warszawskich salonach. Stała się gwiazdą plenerowych koncertów. Ale gdy Marek Jackowski wyprowadził się do Włoch, zbliżał się nieuchronny koniec wielkiego zespołu. Przez długie lata jego fenomen polegał na tym, że liderzy drażnili się – Kora mówiła, że małżeństwo, a potem muzyczne partnerstwo przypominało sytuację „psa w kurniku" – a jednocześnie tworzyli jak nikt inny. Ona pisała najpierw wiersze, o on potem wydobywał z nich muzykę. On był spokojny, wyciszony, odzywała się w nim natura wykształcona w ciszy mazurskich jezior i lasów, a ona dynamiczna, nawet bezwzględna, wymagająca. Chciała zmian, od muzyków żądała odpowiedniego wyglądu. I na tym tle Maanam rozpadał się. Początek końca nastąpił, gdy liderzy pozbyli się muzyków towarzyszących im od płytowego debiutu. – Świat się zmienia, ja się zmieniam – mówiła mi Kora. – Chciałabym mieć znowu punkowy nastrój, ale czasy, gdy jeździliśmy po Polsce dla sławy, chwały, prawie za darmo – należą do przeszłości. Bliżej Kresów Temperament Kory widzieliśmy w talent show „Must Be the Music", gdy piorunującym spojrzeniem jurorki zniszczyła młodego człowieka, kiedy powiedział, że „Oprócz błękitnego nieba" to hit Golden Life, a nie Maanamu. Dała znać o sobie Kora, której w mitologii dziećmi były Erynie. W perypetiach artystki wyrażały się też problemy naszego życia społecznego. Korę przesłuchiwała policja, gdy na adres jej willi przyszła przesyłka z trawką zaadresowana na... psa gwiazdy i Kamila. Gdyby nie status artystki, afera „z psem Kory" skończyłaby się źle. Podobnie mogło być, gdy domagała się dla siebie i innych drogiego lekarstwa na nowotwór. Wydawało się, że wszystko wraca do normy. Mieszkała na Roztoczu, blisko Kresów, a więc miejsca urodzin rodziców. Zilustrowała książkę Kamila o ich zwierzakach. – Najlepiej się czuję, gdy jestem z moją rodziną, w słońcu, kiedy patrzę na świat, gdy słucham muzyki. I gdy maluję. To jest dla mnie bezcenne. W lutym nagrała z Glacą piosenkę „Człowiek". Przypomniała w niej swój wiersz „Krakowski spleen" i refren: „Czekam na wiatr, co rozgoni/ciemne skłębione zasłony./Stanę wtedy na raz/ze słońcem twarzą w twarz". Ciemne, skłębione zasłony nie dały się rozgonić. Teraz zdamy sobie do końca sprawę, jak bezcenna była dla nas twórczość i osobowość Kory oraz Maanamu.
śpiewała w nim kora. Podaj prawidłową odpowiedź na pytanie „śpiewała w nim kora”. Jeżeli nie znasz prawidłowej odpowiedzi na to pytanie, lub pytanie jest dla Ciebie za trudne, możesz wybrać inne pytanie z poniższej listy. Jako odpowiedź trzeba podać hasło (dokładnie jeden wyraz). Dzięki Twojej odpowiedzi na poniższe
Kończy się właśnie miesiąc, w którym wiosna wybucha, tylko po to, aby mógł zacząć się miesiąc, w którym wiosna rozpościera swoje skrzydła i przykrywa nimi całą ziemią, a przynajmniej naszą półkulę. “Mamo, zima już nie wróci?” – pyta mój starszak, ubierając rano do przedszkola rękawiczki i czapkę. O ile maj nie będzie wyjątkowo zimny, jak śpiewała Kora, będzie piękny. Tym bardziej, że wracam w nim do mojej poetyckiej partyzantki, czyli akcji MAJ Z WIERSZEM, a także dokonałam delikatnej zmiany spojrzenia na bloga, co powinno dodatnio wpłynąć na jego treść. Teraz czas na podsumowanie tego, co mija, aby móc przywitać to, co przyjdzie 🙂 1. Olśniło mnie Nie jest to może olśnienie na skalę globalną, ale jednak – u mnie sporo pozmieniało, jeżeli chodzi o podejście i nastawienie do życia. Teraz obserwuję niemalże modę na udawanie się na psychoterapię i korzystanie z innych form pomocy psychologicznej. Uważam, że to dobrze, bo ten temat powinno się odczarowywać – sporo z nas wyszło z dzieciństwa dość potłuczonych i trzeba niesamowitej roboty, żeby nie dać się temu zdeterminować w dorosłym życiu. Tym bardziej, że wszystkie takie zaszłości wychodzą na jaw, gdy mamy swoje dzieci. Przez dłuższą chwilę również zastanawiałam się nad skorzystaniem z tej formy pomocy, ale względy pragmatyczno-finansowe przeważyły szalę na rzecz samopomocy. Wykonuję ogrom roboty, żeby poradzić sobie z samą sobą, ale chyba w końcu zaczyna mi to wychodzić. Doszłam już praktycznie do równowagi po przeżyciach szpitalnych, choć jeszcze została mi jedna moja pięta achillesowa – spychanie samej siebie na koniec kolejki. Paradoksalnie ja – która choćby tu wzywałam czytelniczki do dbania o siebie – zaniedbałam się w wielu aspektach. Przypomniało mi o tym moje warczenie na bliskich, które nie było spowodowane ich zachowaniem, ale tym, że patrząc na nich widziałam pseudoprzyczyny mojego zaniedbania, choć tak naprawdę przyczyna tkwi we mnie. Przypomniało mi też o tym blog Edyty Zając, a szczególnie artykuł o dbaniu o siebie i o tym, że kobiety powinny to sobie wpisywać w plan dnia – dosłownie w kalendarzu, bo jeżeli mają z czegoś zrezygnować, to niestety rezygnują właśnie z siebie. Dziewczyny, nie róbmy tego! Nawet 15-20 minut dziennie robi różnicę, dbajmy o siebie! 2. Napisałam dwa wpisy na bloga Znów – nie jest to może osiągnięcie na skalę światową, bo blogerska norma to dużo więcej, ale dla mnie to osiągnięcie ostatnio 🙂 Może Wam umknęły te wpisy – polecam, bo wydaje mi się, moim skromnym zdaniem, że są mocno na czasie. Jeden jest o uczciwości wobec siebie, a drugi o zmienianiu świata. Z obu wynika jeden wniosek – nie da się zmienić nic wokół nas, dopóki nie zmieni się siebie. Amen 🙂 3. Wzięłam się do roboty Steve Jobs powiedział: Twój czas jest ograniczony, a więc nie marnuj go na życie cudzym życiem. Nie daj się złapać w pułapkę przeżywania życia, będąc sterowanym przez innych. Nie pozwól, by zgiełk opinii innych zagłuszył twój wewnętrzny głos. I co najważniejsze, miej odwagę podążać za swoim sercem i intuicją. One jakimś cudem już wiedzą, kim tak naprawdę chcesz zostać. Wszystko inne ma wartość drugorzędną! W dzisiejszych czasach trudno o usłyszenie swojego głosu, bo zagłusza go szum medialny, dźwięki powiadomień o nowych wpisach na Instagramie i cały ten chaos realno-wirtualnego świata. W kwietniu – głównie w okresie świątecznym – wyłączyłam się z mediów społecznościowych i po raz kolejny odkryłam, ile wtedy jest czasu. Ile rzeczy można przemyśleć, książek przeczytać, puzzli z dziećmi poukładać. Całe morze czasu, a przede wszystkim uwagi! To o nią walczą dzieci, gdy są niesforne, tego chcą mężowie, gdy zaczynają marudzić i tego chcemy my, gdy warczymy na innych, bo nie doceniają naszej pracy. Wszyscy chcemy czyjejś uwagi, ale my dorośli zapominamy, że najpierw musimy dać ją sobie. Wyłączam więc telewizor, o wiele rzadziej i mniej uważnie wchodzę na Instagrama i Facebooka i myślę, że to się będzie pogłębiać. Nawet w tych mediach możliwa jest na szczęście sensowna interakcja, nawiązywanie kontaktów, które coś ze sobą niosą, a nie ograniczają się tylko do klikania “Lubię to”. Na takie relacje liczę, rezygnując z okołointernetowej bieżączki, która nie jest mi już po prostu potrzebna. Pracuję też efektywniej i maksymalnie wykorzystuję czas pracy – dzięki temu nie muszę już siedzieć wieczorami, które poświęcam na swój rozwój i zwykły relaks. 4. Doceniam ludzi W tym miesiącu wyjątkowo zaczęłam doceniać ludzi wokół siebie, ale też i tych, których czasem całkiem przypadkowe słowa czy czyny jakoś na mnie wpływają. Rozpoczęłam swoją wewnętrzną akcję “Doceniam, nie oceniam”, bo dotychczasowy pęd do oceniania wszystkich nie wyszedł mi na dobre. Przyniósł dużo frustracji, rozczarowań, poczucie samotności, a więc nie jest mi już potrzebny. Mam wokół siebie sprawdzonych ludzi, znalazłam też kilka wartościowych postaci w Internecie i choć nasze sytuacje życiowe są wzajemnie nieprzekładalne – dają mi siłę. Doceniam też ludzi spotkanych zupełnie przypadkowo, jak choćby inną mamę, która też z synem czekała na korytarzu komisji ds. orzekania o niepełnosprawności – jej wizerunek, sposób mówienia o chorobie dziecka czy to, że poleciła nam organizację do pomocy wpłynęły na mnie bardzo pozytywnie, choć nasze przypadkowe spotkanie trwało jakieś 10 minut. Doceniam zatem ludzi i doceniam nieprzewidywalność życia, nie spinając się już własnymi oczekiwaniami na dany temat. 5. Ochrzciłam dzieci Wiem, wiem, wiem. Bardzo Was proszę o powstrzymanie się od komentarzy światopoglądowych. Chrzest naszych dzieci był i jest dla mnie bardzo ważny – choć nie jestem religijna, w naszym życiu od kilku miesięcy ten temat gości regularnie i brak chrztu zaczął mi ciążyć. Wiem, że można to skwitować stwierdzeniem “jak trwoga, to do Boga”, ale wierzcie mi, że są sytuacje, w których w głębokim poważaniu ma się to, co mogą powiedzieć inni. Chrzest był też częścią mojego “dealu” z Bogiem – w ten sposób czuję, że dopełniłam swojej części umowy i zrobiło mi się w końcu lżej na sercu. Choć ciężko uwierzyć w cuda, gdy już do nich dojdzie i nieśmiało się o nich komuś szepnie, łatwo dostać łatkę wariata, a w najlepszym razie fantasty. Cóż, w naszym życiu wydarzył się mały cud i nieśmiało liczę na kolejny, który pozwoli mojemu dziecku stanąć na własnych nogach. W międzyczasie oczywiście działam i pracuję nad tym, ale mam wrażenie, że bez “iskry bożej” może być ciężko. Ochrzczenie dzieci pozwoliło nam też dostrzec, że mamy wokół siebie naprawdę sprawdzonych ludzi – rodzinę i przyjaciół, którzy potrafią stanąć na wysokości zadania i dotrzymać nam kroku, gdy trzeba. Był to dzień wyjątkowy dla nas wszystkich i bardzo ważne wydarzenie dla mnie. Niezależnie od tego, jak oceniam Kościół (a oceniam stanowczo nie po Jego myśli), ten obrzęd przejścia dał nam to, czego potrzebowaliśmy w sposób, który był dla nas do przyjęcia. I nie, nie mamy ślubu kościelnego – aż tak grzeczni nie jesteśmy 🙂 [line] Kwiecień obfitował w mnóstwo emocji – od smutku i frustracji po ogromną radość. Ciekawe, co przyniesie maj? A Wam jak minął ten miesiąc? Jeżeli chcecie, podzielcie się w komentarzu. Howgh! Tłumaczenia w kontekście hasła "śpiewała" z polskiego na niemiecki od Reverso Context: To znaczy były czasy, kiedy śpiewała. Tłumaczenie Context Korektor Synonimy Koniugacja Koniugacja Documents Słownik Collaborative Dictionary Gramatyka Expressio Reverso Corporate Przedwczoraj na warszawskich Powązkach pożegnano Korę - Olgę Jackowską, wokalistkę zespołu Maanam. Kora i ta legendarna grupa koncertowała także w naszym regionie. Tylko kilka razy Maanam wystąpił na Kujawach zachodnich. Za każdym razem koncerty cieszyły się wielkim powodzeniem wśród miłośników polskiego rocka. Aplauz i bisy w hali widowiskowejW 1993 r. zespół był gwiazdą Dni Kruszwicy i grał na niebiletowanej imprezie w amfiteatrze pod Mysią Wieżą. Na koncert przybyły tłumy. Dziewięć lat później, w 2002 r., Maanam przyjechał do Inowrocławia i dał świetny koncert dla blisko trzech tysięcy widzów (bilety w cenie15 i 20 zł!) w hali sportowo-widowiskowej OSiR-u. Ten występ miał szczególny charakter, odbył się 8 marca i dedykowano go paniom. Kora rozpoczęła występ zapowiedzią: „To nieprawda, że czerwone goździki są nieładne. Jest jeden warunek, musi być ich ogromny bukiet i wtedy są prześliczne!”. Wywołało to ogromny aplauz obecnych pań i potem bawiono się blisko dwie godziny, wypraszając na koniec bisy. Dla czterdziestu osób...A pierwszy raz Maanam, mało komu znany grupa, przyjechał do Inowrocławia wiosną 1978 r. Marek Jackowski, John Porter i Kora, których wspierał Maciej Zembaty, wystąpili dla czterdziestu osób, które przyszły tamtego popołudnia do Klubu Międzynarodowej Prasy i Książki przy ul. Jana Kilińskiego (dziś to pomieszczenia Kujawskiego Centrum Kultury i biblioteki miejskiej). Zespół wystąpił w czytelni prasy, na specjalnie na takie okazje montowanej maleńkiej estradce. Widzowie wygodnie siedzieli w klubowych fotelach, słuchając nader dziwnych kompozycji. Kora, podśpiewywała, grała na instrumentach perkusyjnych, na estradce uwijała się na bosaka. Dwa lata później, w czerwcu 1980 r., Maanam z „Boskim Buenos” i „Żądzą pieniądza” zawojował festiwal w Opolu. I od tego czasu datuje się ogromnz popularność zespołu i Kory. Moździerz rozruszał kombatantówSwoją drogą estradka w KMPiK-u była miejscem występów uznanych postaci muzyki i teatru. Organizowano tam też, i to już miało akcencik propagandowy, koncerty dla określonych środowisk. Jeden z nich dedykowano kombatantom Związku Bojowników o Wolność i Demokrację. Byłem tam (jako dziennikarz, nie kombatant), a w fotelach umościł się miejscowy aktyw ZBoWiD-owski. Ze stu chłopa tam siedziało, odświeżonych, w odświętne garnitury i mundury odzianych. Konferansjer co rusz zapowiadał bydgoskie śpiewaczki operowe, które umilały nam czas, choć repertuar miały trudny, słabo żołnierski. ZBoWiD-owcy w sumie byli sztuce przychylni, ale entuzjazm mocno opadał. I wtedy konferansjer pokłonił się po raz kolejny i rzekł: „A teraz z wiązanką pieśni partyzanckich i melodii znad Oki wystąpi solista Marek Moździerz!”. Jak to do nas dotarło, to nowe siły wstąpiły w nasze szeregi i śmiechu było co niemiara, bo nikt nam nie powiedział, że z nazwisk nie godzi się naigrywać. Karierę później pan Moździerz pięknie rozwinął, został profesorem i dziekanem na Akademii Muzycznej w Bydgoszczy, ale wtedy inowrocławscy ZBoWiD-owcy byli mocno zdezorientowani i na widowni przeważała opinia, że to jakiś wesoły kawał z tym wideo. Jak napisać dobre CV?

Jak śpiewała niezapomniana Kora - "Podróżować jest bosko!" A oto garść wspomnień z naszego sobotniego wyjazdu do Krynicy-Zdroju. Fot. Łukasz Klęk Grzegorz Cioś #mzkkk #wyjazdy_międzymiastowe

Wcześniej hipiska, która ze swoją grupą zamieszkiwała w 1975 r. jaskinie pierwszych chrześcijan w Grecji – od czasu występu w Opolu emanowała i prowokowała punkowym wizerunkiem. Podczas sierpniowych strajków śpiewała z Maanamem w fabryce traktorów w Ursusie. Krakowska intelektualistka Dla nastoletnich fanów rocka była piosenkarką, celebrytką, bohaterką skandali, może jeszcze poetką rocka - a przecież na jej biografię złożyła się cała tradycja polskiej kultury XX wieku z Galicją i Krakowem w tle. Jej mama pochodziła ze Stanisławowa, a mieszkała we Lwowa, zaś tata z Buczacza, oboje mówili z charakterystycznym zaśpiewem. Zadziornej rockowej wokalistce dało to znajomość szlagierów międzywojnia. Zaśpiewała je kilkanaście lat temu na solowej płycie „Kora Ola Ola”: przedwojenne tanga, piosenki Mieczysława Fogga, Jerzego Petersburskiego, Wandy Warskiej. Ale już przecież na drugiej płycie Maanamu „O!” wykonała przebój Kiepury "Ninon". Mało kto wiedział o co chodzi. Czytaj także: Marsz Maanamu na szczyt Tango dla matki Z całą mocą podkreślała swój inteligencki i intelektualny status. Wychowała się na mitach greckich opisanych przez Parandowskiego - stąd jej pseudonim artystyczny. Grecka Kora, a w Rzymie Persefona - przedstawiana była jako groźna, zasiadająca u boku męża Hadesa władczyni podziemi, z pochodnią lub makiem w ręku. I była groźna, stanowcza. Potrafiła zmiażdżyć choćby spojrzeniem. Nie obca była jej opera. Przypominała, że już jako ośmioletnia dziewczynka widziała "Otella". Wiele dało jej obcowanie z kabaretem Piwnica pod Baranami, gdzie poznała Krystynę Zachwatowicz, dojrzewanie na spektaklach Starego Teatru, Tadeusza Kantora, Krystiana Lupy, na performansach Jerzego Beresia. A także małżeństwo z Markiem Jackowskim, z którym założyła Maanam. Wcześniej grał w Anawie Marka Grechuty i tworzył Osjan, odkrywający dla Polaków muzykę etniczną. Była poetką również dlatego, że nieustannie pochłaniała książki. „Boskie Buenos” było cytatem z Cortazara. Obcowała ze środowiskiem filozofów, psychologów – pracowała również jako psychoterapeutka, kochała ciągłe dysputy o buddyzmie. Do tego dochodziła fascynacja Grecją i Indiami. Cztery wódki Tak budowała swoją nową tożsamość jako osoba silnie naznaczona trudnym dzieciństwem w domu dziecka, prowadzonym przez zakonnice. Na całe życie uwrażliwiło ją na hipokryzję i okrucieństwo ludzi Kościoła – także ze względu na przemoc, jaka ją spotkała, a i doświadczenie pedofilii, co ujawniła dekadę temu. Gdy się z nią rozmawiało, czuć było wielki żal do ludzi Kościoła, za to co robią i jacy bywają: nietolerancyjni, zamknięci. Jednocześnie wskazywała wśród swoich przewodników życiowych Jezusa. A i Sokratesa. Właśnie w domu dziecku występowała po raz pierwszy. Grała w jasełkach, obsadzona w roli Czarnej Kredki, a więc czarnego charakteru. - Występowałam jako ta, która niosła Jezusowi gwoździe do ukrzyżowania – mówiła mi, kreśląc trudne relacje z zakonnicami. Podkreślała, że jej odwaga brała się z poczucia tymczasowości. Dlatego w PRL czuła się wolna duchem. W pierwszych koncertach Maanamu towarzyszył jej i Jackowskiemu Milo Kurtis z powojennej greckiej emigracji. Ale przełomowe było spotkanie z Johnem Porterem, który przez przypadek wylądował w Warszawie i inspirował muzyczne środowisko. Żyła muzyką, ale nie było dla niej żadnej stawki, bo nie przeszła ministerialnego egzaminu. Za występ pobierała gażę technicznego - 400 zł, równowartość czterech flaszek wódki. Punkowe życie Maanam dawał młodym fanom wyzwolenie z szarości PRL, co opisywały „Szare miraże”, ale kulisy małżeńskiego życia Jackowskich przypominały piekło. Tułali się z dwójką dzieci i żyli na walizkach. Po koncertach trafiali na tak zwany dołek, gdzie późną nocą bawili się muzycy Lady Pank, TSA, Oddziału Zamkniętego, ale także cinkciarze, tajniacy, prostytutki. Przed blokiem, gdzie mieszkała, stały tabuny fanów. - Pisali po ścianach słowa uwielbienia, a ja tłoczyłam się z dwójką dzieci w kilkudziesięciometrowym mieszkanku na parterze – opowiadała mi. - W końcu dozorczyni przypięła pinezkami kartony do ściany i podpisała: „Tu pisać do pani Kory". Wcześniej było jeszcze gorzej. Przecież pod koniec lat 70. mieszkaliśmy z dwójką dzieci w squacie. To był prawdziwy punk! Rozpad Maanamu W orwellowskim 1984 roku Maanam odmówił udziału w koncercie, którego gośćmi byli wszyscy pierwsi sekretarze krajów RWPG. Grupa została objęta zakazem występów. A jednocześnie wydawała płyty na Zachodzie i zapełniała sale w Niemczech i Holandii. - Graliśmy też na wielkim festiwalu Roskilde – mówiła mi. - Mieliśmy fankluby, występowaliśmy w najlepszych salach i produkcjach telewizyjnych. Te wyjazdy przywracały nam poczucie godności, bo Polsce nie było nic i nic oficjalnie nie można było kupić. Nawet pieluszek dla dzieci! W końcu padła propozycja, żebyśmy zostali w Niemczech. Za późno. Byliśmy totalnie zmęczeni. Koncertowanie było jak dragi. Wyniszczało nas. Nie umieliśmy wypoczywać. Trzeba było zawiesić działalność. Gdyby nie dzieci i konieczność zajęcia się nimi, a potem wsparcie Kamila Sipowicza, chyba bym umarła ze zmęczenia na scenie. Róża sukcesu Powróciła z Maanamem na początku lat 90-tych, gdy uporządkowała sprawy zespołu, w tym wydawnicze, w czym pomógł właśnie życiowy partner Kamil Sipowicz, filozof, poeta. Firma Kamiling Co wydała przełomowy album „Derwisz i Anioł", zaś „Róża" z 1994 roku sprzedała się w ponad 350 tys. egzemplarzy. - Te dwie płyty przyczyniły się do mojego skoku materialnego – mówiła z poczuciem stabilizacji. Poznaliśmy inną Korę. Jej wewnętrzne sprzeczności i bogactwo wyrażało się w tym, że była perfekcyjną punkową damą oraz krakowianką na warszawskich salonach. Stała się gwiazdą plenerowych koncertów. Ale, gdy Marek Jackowski wyprowadził się do Włoch, zbliżał się nieuchronny koniec wielkiego zespołu. Przez długie lata jego fenomen polegał na tym, że liderzy drażnili się - Kora mówiła, że małżeństwo, a potem muzyczne partnerstwo przypominało sytuację „psa w kurniku”, a jednocześnie tworzyli jak nikt inny. Ona pisała najpierw wiersze, o on potem wydobywał z nich muzykę. On był spokojny, wyciszony, odzywała się w nim natura wykształcona w ciszy mazurskich jezior i lasów, a ona dynamiczna, nawet bezwzględna, wymagająca. Chciała zmian, od muzyków żądała odpowiedniego wyglądu. I na tym tle Maanam rozpadał się. Początek końca nastąpił, gdy liderzy pozbyli się muzyków towarzyszących im od płytowego debiutu. - Świat się zmienia, ja się zmieniam – mówiła mi Kora. – Chciałabym mieć znowu punkowy nastrój, ale czasy, gdy jeździliśmy po Polsce dla sławy, chwały, prawie za darmo – należą do przeszłości. Bliżej Kresów Temperament Kory widzieliśmy w talent-show „Must Be the Music", gdy piorunującym spojrzeniem jurorki zniszczyła młodego człowieka, gdy powiedział, że „Oprócz błękitnego nieba” to hit Golden Life, a nie Maanamu. Dała znać o sobie Kora, której w mitologii dziećmi były mściwe Erynie. W perypetiach artystki wyrażały się też problemy naszego życia społecznego. Korę przesłuchiwała policja, gdy na adres jej willi przyszła przesyłka z trawką zaadresowane na… psa gwiazdy i Kamila. Gdyby nie status artystki afera „z psem Kory” skończyłaby się źle. Podobnie mogło być, gdy domagała się dla siebie i innych drogiego lekarstwa na nowotwór. Gdy wydawało się, że wszystko wraca do normy - mieszkała na Roztoczu, gdzie czuła się blisko Kresów, a więc miejsca urodzin rodziców. Zilustrowała książkę Kamila o ich zwierzakach. - Najlepiej się czuję, gdy jestem z moją rodzinę, w słońcu, kiedy patrzę na świat, gdy słucham muzyki. I gdy maluję. To jest dla mnie bezcenne. W lutym nagrała z Glacą piosenkę „Człowiek”. Przypomniała swój wiersz „Krakowski spleen” i refren:„Czekam na wiatr, co rozgoniciemne skłębione wtedy na razze słońcem twarzą w twarz”. Ciemne, skłębione zasłony nie dały się rozgonić. Teraz zdamy sobie do końca sprawę, jak bezcenna była dla nas twórczość i osobowość Kory.

W latach 1971–1984 Kora była żoną Marka Jackowskiego, z którym założyła Maanam. Zespół przeżywał swoje wzloty i upadki, niedawno muzycy zapowiedzieli, że zamierzają wrócić do
Kora wyprzedzała swój czas. Żyła jak chciała, kochała po swojemu. Nie liczyła się z konwenansami i tym, co ludzie powiedzą. Jej teksty i manifesty wpływały na nas silniej niż głos mędrców. Jej wybory gorszyły albo budziły zazdrość. Kora była inna niż kobiety z jej pokolenia; buntownicza, niezależna, bezkompromisowa. Ukazała się biografia "Słońca bez końca". Jej autorka portretuje dla nas Korę mniej znaną. Opole 1980 - legendarny występ Maanamu i Kory Opole, rok 1980, festiwal piosenki. Alicja Majewska śpiewa tęsknie: „Bo męska rzecz być daleko...”, Zdzisława Sośnicka melancholijnie: „Bo Julia i ja”. Po nich na estradę wpada szczupła nieznana dziewczyna i krzyczy do mikrofonu: „Serdecznie witam, panie dziennikarzu...”. Opolska publiczność zachwycona, Kora z Maanamem bisuje kilka razy. Pamiętam, jak przeskakiwała przez ławki, biegnąc na scenę w czasie prób. Patrzyłam z zazdrością na jej długie nogi w białych dżinsach. Wszystko w niej było zachwycające: wygląd, wokal, brzmienie! – tak Maryla Rodowicz wspomina pierwsze spotkanie z Korą. Wyglądała i śpiewała inaczej. Myślała też niezależnie. „Z podróży po Tybecie wróciła w duchowym uniesieniu – wspomina Marcin Szczygielski, pisarz, który był jej sąsiadem. – Na domu Kory wisiał transparent «Free Tibet», a ona starała się żyć zgodnie z buddyjskimi ideałami – bez agresji, z wyrozumiałością dla wszystkich istot. Raz zobaczyła, że nieznajomy mężczyzna w garniturze ogląda jej samochód. Wyszła na ganek w buddyjskim stroju i z uśmiechem zapytała: «Dzień dobry, jak mogę panu pomóc?». Gdy usłyszała: «Jestem komornikiem, przyszedłem zająć pani auto», w sekundę straciła buddyjski spokój i wrzasnęła: «Spier…!». Okazało się zresztą, że komornik pomylił adres, ale opowieść «o buddyjskim podejściu Kory do życia» długo krążyła wśród znajomych”."Kora nie pozwalała się wikłać w żadne układy. Nie każdy artysta miał wtedy taki charakter"O nieprzewidywalności Kory mówi wiele osób, które ją znały. Mariusz Szczygieł zapamiętał autoryzację wywiadu: „Dziecko, ty nie masz pojęcia o pisaniu! Ja powiedziałam, że moją idolką była Demarczyk? Ja?! Moim idolem może być wyłącznie Jezus Chrystus!” – strofowała zmieszanego autora, który pamiętał, że w rozmowie przecież mówiła o Demarczyk. Marcin Szczygielski, przy okazji głośnej sesji dla „Playboya” w 1999 roku, też przekonał się, że z Korą nie ma żartów. Ówczesny redaktor naczelny Tomasz Raczek namówił artystkę na rozebraną rozkładówkę. Zwykle pozowały na niej młode gwiazdki. On chciał pokazać, że dojrzała kobieta może pięknie wyglądać nago. Kora była pod pięćdziesiątkę. Zgodziła się. Lubiła prowokować, być pionierką. Wyrafinowana czarno-biała sesja w stylu Kabaretu wyszła rewelacyjnie. Wszyscy w redakcji spodziewali jej zachwytów, a ona... spojrzała na zdjęcia i rzuciła nimi przez cały pokój. Kazała nam zmienić wszystko! – wspomina sesję dla Playboya Szczygielski. A na co dzień jej stosunek do nagości był swobodny. Hanna Bakuła pamięta, jak w 1987 roku malowała przyjaciółkę na podwórzu przed letnim domkiem na wsi: „To była wariacja na temat kuszenia św. Antoniego. Oczywiście kusiła Kora – opowiada malarka. – Czarna koronkowa bielizna, zmysłowy pas do pończoch, kapelusz z dużym rondem – to był cały strój. Stała w tym luksusowym negliżu przy płocie kilka godzin. Mój leciwy ojczym podlewał trawnik tuż koło niej; traktory, furmanki, rowery krążyły tam i z powrotem obok płotu. Wszyscy nagle mieli coś pilnego do zrobienia w pobliżu. Kory to nie ruszało”. Bakuła, która przyjaźniła się z wokalistką Maanamu przez lata, uważa, że Kora tylko publicznie pokazywała szorstką stronę. Zwłaszcza wobec ludzi, którzy jej się nie podobali: „Robiła wrażenie, jakby była z żelaza. Ci, którzy znali ją blisko, wiedzieli, że była z tiulu”.Marek Niedźwiecki podziwiał i jej wrażliwość, i bezkompromisowość: „W latach 80. dostałem telefon od dyrektora Legowicza, żeby wykasować Maanam z Listy Przebojów Trójki, bo Kora nie chciała wystąpić w Sali Kongresowej dla «przyjaciół» ze Związku Radzieckiego. Władza karała ją za niesubordynację. Na Liście były aż trzy jej przeboje! Wybrnąłem tak, że gdy dochodziłem w notowaniach do miejsca z utworem Maanamu, grałem tylko charakterystyczne werble, które rozpoczynają To tylko tango, nie mówiąc, że to Maanam. I tak wszyscy wiedzieli. Kora nie pozwalała się wikłać w żadne układy. Nie każdy artysta miał wtedy taki charakter”.Lubiła, gdy inni podzielali jej wyraziste poglądy. „Nie zmuszała nikogo do zmiany stanowiska, ale potrafiła tak przekonywać, że szło się za nią jak w dym” – śmieje się przyjaciółka Kory, filozofka Magdalena Środa. Kora raz ją skarciła, że nie zna cenionej przez nią pisarki: „Munro nie przeczytałaś? No, żartujesz! Jak możesz jej nie znać?!”. Pani profesor kupiła więc audiobooki Alice Munro i słuchała w podróżach. Inny przykład: Kora zobaczyła na „National Geographic” film o alpakach, zakochała się w nich i natychmiast kupiła dwa egzotyczne zwierzaki, żeby je hodować w ogrodzie. Żarliwie namawiała na ich hodowlę nie tylko profesor Środę, ale i inną przyjaciółkę, ekonomistkę Henrykę Bochniarz: „Tak przekonująco snuła plany, jak to będziemy miały kołdry i swetry z wełny własnych alpak, że znalazłam już nawet speca od gręplowania wełny i panie, które miały te swetry dla nas robić! Poważnie zastanawiałam się nad zakupem alpak, gdy przyszła od Kory wiadomość, że zdemolowały jej ogród. I... nigdy więcej alpak!”. Magda Środa opowiada też, jak Kora zadzwoniła do niej i wykrzyczała bez wstępu: „Magda, już nie mogę wytrzymać zniewolenia w tym kraju! Jadę do Meksyku, tam jest wolność!”. Poleciała. W samolocie siedziała ze swoim psem Ramoną na kolanach. Gdy stewardesy poprosiły, by – zgodnie z przepisami – schowała psa do kontenera, wyzwała je od faszystek. Po wylądowaniu w Meksyku odkryła, że panuje tam epidemia roznoszona przez psy i do żadnego hotelu jej z Ramoną nie wpuszczono. Od razu kupiła bilet powrotny. Jeszcze z lotniska zadzwoniła: „Magda, pier… ten Meksyk. Polska to jest wolny kraj!”. Trudne dzieciństwo Kory i "pięć strasznych lat" w sierocińcu w JordanowieW Korze była dwoistość: rzadko opuszczała gardę, a jednak miała w sobie pokłady czułości. Tak ukształtowało ją trudne dzieciństwo. Urodziła się w 1951 roku jako piąte dziecko Emilii i Marcina Ostrowskich. Lubiła mówić o sobie, że jest dzieckiem słońca, choć ono nie docierało do sutereny, w której w siedem osób zajmowali wspólny pokój. Nie było łazienki. Olga pamięta wieczorną kąpiel w misce za parawanem, żeby bracia nie podglądali. Matka myła ją, polewając letnią wodą. Gdy zachorowała na gruźlicę, czteroletnia Olga z rodzeństwem trafiła do sierocińca w Jordanowie u sióstr prezentek. Chory starszy ojciec nie miał sił, by opiekować się dziećmi. „Spędziłam tam pięć strasznych lat” – powie po latach. W autobiografii opisze okrucieństwo zakonnic, które karały za najdrobniejsze nieposłuszeństwo. I figurkę Madonny w ogrodzie, do której uciekała, gdy tęsknota za matką stawała się nie do zniesienia. Jako dorosła artystka malowała na kolorowo gipsowe figurki Matki Boskiej. „To symbol matki. Nakłada się na moją własną matkę i na chroniczną tęsknotę do niej. W symbolu Madonny znajduję ukojenie” – powiedziała po latach. Po wyjściu z sierocińca doświadczyła molestowania seksualnego: „Mieliśmy w parafii księdza, mieszkał w jednej z najpiękniejszych willi w dzielnicy. Zapraszał dzieci. Któregoś dnia nachylił się nade mną i wsadził mi język do buzi. Miałam 10 lat!” – wyznała już jako znana artystka. Napisała nawiązujący do tego zdarzenia utwór Zabawa w chowanego. Dekadę później bracia Sekielscy wyprodukowali dokument o pedofilii w kościele pod takim samym tytułem. Mężczyźni życia KoryWażnych mężczyzn w życiu Kory było trzech. Pierwszą miłość przeżyła, gdy dołączyła do rodzącego się w Polsce ruchu hipisowskiego. Miała 17 lat i zakochała się w Psie, czyli Ryszardzie Terleckim. Fascynacja szybko się skończyła. W drodze na pierwszy w Polsce zlot hipisów w Mielnie Olga została Korą, a w maju 1969 poznała muzyka Marka Jackowskiego. Studiował anglistykę i grał z Vox Gentis w krakowskiej Piwnicy pod Baranami. Ona właśnie zdała maturę i pogrążała się w depresji. Jackowski zapamiętał ją z tego okresu jako „śliczną drobną dziewczynę, która siedziała na wzmacniaczu z długimi, rozpuszczonymi włosami”. Gdy Agata Młynarska w programie "Jaka ona jest" zapytała Korę, co było takiego w Marku, że się w nim zakochała, odpowiedziała: „Marek to uczucie u mnie wychodził. On mnie bardzo pokochał, a ja się rozpadałam. Wydawał mi się opoką”. Życie z Markiem Jackowskim nie było łatwe, okazał się mężczyzną z wieloma słabościami. Nie potrafił zapewnić rodzinie stabilizacji. Syn Mateusz pamięta, jak musieli wyprowadzić się do mieszkanka w budynku przeznaczonym do rozbiórki. „Żyliśmy skromnie – wspomina. – Ojciec nie od razu zarabiał na muzyce, więc mama robiła makramy. Utrzymywała z tego dom”. Wszystko się zmieniło, gdy Marek wygrał na loterii samochód syrena i wymienił na bon mieszkaniowy. Jackowscy kupili trzypokojowe mieszkanie w Krakowie. W 1976 roku na świat przyszedł drugi syn Szymon. Miał 10 lat, gdy Kora wyznała mężowi, że jego ojcem jest sąsiad... Kamil Sipowicz. Jak się poznali? Sipowicz wspomina to tak: „Mieszkałem z matką na siódmym piętrze, ona z Markiem i synem na trzecim. Raz wspólny znajomy przyprowadził mnie do nich. Inicjatywa wyszła z jej strony. Byłem wtedy nieśmiałym chłopcem. Miałem 21 lat, ona 23. Kora była moją pierwszą kobietą”. Kiedy Szymon przyszedł na świat, Sipowicz wyjechał do Berlina: „Przestraszyłem się odpowiedzialności. Kobieta, dwójka dzieci. Ja bez mieszkania, za to z matką, która nie cierpiała Kory. Nie sprostałem tej miłości. Paradoksalnie dzięki mojej rejteradzie mógł działać Maanam” – oceni po latach. Ale rozłąka była trudna. Gdy Kamil w końcu wrócił, jej małżeństwo się rozpadło. Kamil Sipowicz czyli "miłość mojego życia"„Lubię mężczyzn, którzy mają osobowość i zdecydowany rys męskości, ale też miękkość i dobroć” – mówiła. O Kamilu powie, że był jej największą miłością, choć amplituda uczuć w ich związku była nieprzewidywalna. „Mój Kamilek, moje kochanie, mój anioł” – mówiła do wieloletniego partnera, w końcu wzięli ślub. Ale gdy ją zdenerwował, robiła mu awanturę bez względu na okoliczności. Agata Młynarska pamięta, jak na planie jej programu Kora przy całej ekipie wyprosiła ze studia Kamila, który przyszedł po rozpoczęciu nagrania. Zapadła niezręczna cisza, więc powiedziała jeszcze nonszalancko: „Mamy dwie sypialnie. Chyba się nie spodziewasz, że szczęśliwe małżeństwo śpi w tym samym łóżku? Do łóżka trzeba się przygotować jak na scenę, ale wyspać się można tylko osobno!”. Mimo to tworzyli związek symbiotyczny. Przy nim stała się domatorką. Jej domy były niezwykłe. I ten w Warszawie, i na Roztoczu. Nawet gdy w PRL-u królowały meblościanki, jej wnętrza zaskakiwały oryginalnością. „Długo nie mieliśmy tradycyjnego domu z komodami, wersalkami – opowiada syn Mateusz. – Za pierwsze zarobione pieniądze mama kupiła w desie na Grodzkiej empirowy fotel. Nie nadawał się do siedzenia dłużej niż kwadrans, ale jak wyglądał!” Wspomina też beztroskie życie, gdy wyjeżdżali na zagraniczne wakacje albo gdy Kora wracała z tras koncertowych po USA, Niemczech czy Szwecji. Starała się zapewnić synom wszystko, co najlepsze. Druzgocąca diagnoza: rak jajnikaUwielbiała Meksyk, do którego często podróżowała z Kamilem, ale kiedy kupiła dom na Roztoczu, uznała, że to najwspanialsze miejsce do życia. Tam uciekała od gwaru i pędu miasta. Wydawało się, że w końcu poukładała życie według marzeń; miała pieniądze, sławę, sukcesy i miłość. Wtedy usłyszała: „Ma pani raka”. Zamiast szampana w Buenos Aires była chemia w obskurnych szpitalach. Zamiast dalekich podróży kolejne operacje. Choroba jak nieproszony gość wtargnęła do życia Kory. Maria Szabłowska pamięta ten czas: „Miałam audycję Leniwa Niedziela w radiu. To było lato, 2003 rok, właśnie wyszła jej solowa płyta Kora Ola Ola! Przyszła do studia w białej obcisłej sukience. Pomyślałam: Boże, jaka ona wiotka, wygląda jak duch! Tego dnia w przerwie między wejściami na antenę wyznała: «Mam raka». W chorobie była dzielna. Walczyła o to, by olaparib, drogi lek antynowotworowy, był refundowany. Dla siebie i dla innych kobiet. Podobnie jak walczyła o legalizację marihuany – jej przeciwbólowe działanie poznała, gdy była już bardzo chora”.„Do końca chciała być samodzielna i niezależna – wspomina Robert Wróbel, przyjaciel. – Pamiętam, gdy na początku lipca 2018 prowadziłem ją z jednej części domu do innej. Zwykle wtedy asekurowałem Korę, podkładając dłonie pod jej łokcie i z nogi na nogę sunęliśmy powoli jakby w tańcu. Ja tyłem. Czasem trwało to bardzo długo, więc Kora zaczynała śpiewać i było wesoło. Ale wtedy pierwszy raz przejście przez próg stało się wyzwaniem. Zdała sobie sprawę z mojego zakłopotania i powiedziała: „Jak dziecko unieś mnie wysoko! Nie znasz piosenki, którą napisałam? Ty, mój wielki fan?!”. Robert, choć jest twardzielem, popłakał się w otoczeniu najbliższych osób w ukochanym domu na RoztoczuMałgorzata Potocka do końca wierzyła, że Kora wyjdzie z choroby. Była na Roztoczu jesienią 2017 roku, Kora dała jej zioła z ogrodu. „Wiosną przyjadę po następne – żartowałam, jakbym chciała powiedzieć: Kora, wytrzymaj do wiosny, do lata. Rok później umarła” – wspomina Potocka. 27 lipca 2018 media trąbiły: czeka nas najdłuższe od stu lat zaćmienie Księżyca! Przyjaciel Przemek Skiba rozstawił lunetę. Robert Wróbel rozpalił szamańskie ognisko. Dominika Kosmalska, fanka Kory i przyjaciółka, była z nią w chwili śmierci: „W pokoju paliły się świece, panowała cisza. A jeszcze poprzedniego dnia pogoda szalała, łamały się drzewa. Ale tej nocy był już spokój. Kora też była spokojna, słychać było jej cichy, miarowy oddech. Staliśmy przy ognisku, oglądaliśmy zaćmienie Księżyca i zmienialiśmy się przy Korze. Moja warta zaczynała się o trzeciej w nocy i miała trwać do szóstej. Skończyła się pół godziny wcześniej...” 8 sierpnia 2018 roku na Cmentarzu Powązkowskim Korę żegnały tłumy. Kamil Sipowicz we wzruszającej mowie pożegnalnej powiedział: „Była godną przeciwniczką pani śmierci”. Magdalena Środa: „Kora była eksterytorialna jak państwo Watykan. Była radykalna jak Watykan. I jak Watykan bogata wewnętrznie”. Jerzy Buzek zwrócił się wprost do Kory: „Wolność była dla ciebie kluczem do prawdy. I powtarzałaś: Tych dwóch wartości – wolności i prawdy – nie wolno nam nigdy utracić. Bo są fundamentem naszego człowieczeństwa”. Astrolog dr Piotrowski w portrecie astrologicznym Kory napisał: „Kora nie żyje. Zabrały ją planety do siebie. Ale ona jest. Boginie nie umierają”.
Jak śpiewała Kora "zimny kraj, zimny maj" My jednak mamy dla Was propozycję i nie pozwolimy Wam zmarznąć (zanim nie zrobi się troszkę cieplej) Ramona Rey nagrywa album z piosenkami zespołu Maanam. Właśnie opublikowała kolejny cover ich utworu. Fani są zachwyceni unowocześnioną wersją tego hitu, a co na ten temat ma do powiedzenia Kamil Sipowicz?Ramona Rey jest jedną z najbardziej charyzmatycznych artystek w Polsce. Jej droga do wielkiej kariery rozpoczęła się jeszcze w liceum, kiedy postanowiła założyć własny zespół. Z czasem skupiła się na solowej działalności. Jej pierwszy album ukazał się w 2006 roku. Potem wydała jeszcze trzy, a jeden z nich trafił na zagraniczne rynki – na Łotwie, w Rosji i na Litwie. Do jej największych przebojów należą Wyo-s-t-rz, Znajdź i weź oraz po czteroletniej przerwie powróciła z nowym, tym razem bardziej elektronicznym brzmieniem. Na początku października opublikowała cover piosenki zespołu Maanam pt. Chce ci powiedzieć coś, którą promowała tournee po gejowskich klubach w stolicy. 38-latka w ten sposób zapowiedziała zbliżający się wielkimi krokami, piąty studyjny album, na którym znajdą się jej wersje największych hitów nie ukrywa, że liderka zespołu Maanam była dla niej ogromną inspiracją i w ten sposób chce jej oddać hołd. Utwór został ciepło przyjęty przez fanów legendarnej artystki, jak i jej męża, Kamila Sipowicza:To dla mnie zaszczyt. Odbieram wiadomości, czuję wsparcie i przyzwolenie fanów Kory na sięganie po jej twórczość – wyjawiła Rey – piosenka O! Nie rób tyle hałasu. Komentarz Kamila SipowiczaRamona opublikowała właśnie swoją wersję kolejnego hitu zespołu Maanam – O! Nie rób tyle hałasu. Data premiery, czyli 2 lutego, nie była przypadkowa. W ten dzień minęło 40 lat od wydania albumu, który promuje właśnie ta piosenka. Jej wersja została wzbogacona o nowoczesne zdradziła, jakie jeszcze kierowały nią powody:Nagrałam „Hałas”, bo autentycznie tęsknię za epoką, kiedy muzyka wypływała z prawdziwych emocji. Dziś „robi wyniki”. Przeraża mnie to. Wszędzie tyle sloganów o niezależności, a tak naprawdę sami nakładamy na siebie kajdanki. Tyle krzyku o wolności, której tak naprawdę nie znamy. Życie na swoich zasadach nie zna tolerancji, a w przypadku kobiet jest wręcz szaleństwem. I najzwyczajniej w świecie: tęsknię za Korą!Pod utworem pojawiła się masa pochlebnych komentarzy:Wow ! Genialna wersja ! Momentami słyszę, jakby śpiewała świętej pamięci dość, że Ramona, to jeszcze Maanam. Genialna mieszanka. Aż nóżka sama Po prostu szalejesz autentyczną muzyką i całkiem czymś innym, nowym i innowacyjnym!!!Artystka pracuje obecnie nad teledyskiem do piosenki. Według zapowiedzi zaskoczy on niejednego fana zarówno Ramony, jak i zespołu Maanam. Podobnie jak sesja w klimacie udało się nam nieoficjalnie dowiedzieć, wersje hitów Maanamu w wykonaniu Ramony Rey miały zachwycić Kamila Sipowicza:Jest pod wrażeniem interpretacji piosenek Kory w wykonaniu Ramony. Już wcześniej zwrócił na nią uwagę, gdy podczas odsłonięcia muralu Olgi w Warszawie wystąpiła, wykonując jej przeboje – mówi źródło Jastrząb możecie odsłuchać coveru oraz oryginał O! Nie rób tyle hałasu:Ramona Rey | fot. Rey | fot. Rey - premiera filmu „Bo we mnie jest seks”SebastianUkończyłem dziennikarstwo. Czasem mam wrażenie, że wiem o innych więcej, niż o samym sobie. Z tego powodu jestem tutaj i dzielę się z Wami najświeższymi newsami. To zajęcie pozwala na poszerzanie kreatywności.
Hasło do krzyżówki „śpiewała w The Supremes” w leksykonie krzyżówkowym. W naszym leksykonie szaradzisty dla wyrażenia śpiewała w The Supremes znajduje się tylko 1 opis do krzyżówki. Definicje te zostały podzielone na 1 grupę znaczeniową. Jeżeli znasz inne definicje pasujące do hasła „ śpiewała w The Supremes ” lub
Olga Sipowicz „Kora”. Fot. PAP/CAF/Z. Szwejkowski „Stworzyłam sobie bajkę i tak teraz żyję” – mówi w dokumencie Bartka Konopki „Droga do mistrzostwa” Kora i dodaje: „mimo mrocznych zakrętów, uważam, że moje życie było nieprawdopodobnie ciekawe”. Wokalistka Maanamu odeszła 28 lipca 2018 r. "Od początku mnie zafascynowała. Była dla mnie starszą, ukochaną siostrą. Mądrą, wymagającą, atrakcyjną pod względem intelektualnym i duchowym. Co ważne, czułem się też kochany przez nią. W jakiś sposób się z niej składam. Bardzo ceniłem sobie jej krytykę, była w niej bezwzględna, ale rzetelna" - w rozmowie z PAP wspomina Korę Stanisław Soyka. "Była fantastyczna. Działała na sto procent i wymagała tego od innych, z nią nie było żartów. Muzyka musiała ja inspirować, stymulować. Miała niezwykłą wrażliwość muzyczną, była muzyką, chciała być inspirowana i popychana do przodu, a jak coś w studio nie działało, to potrafiła wyrzucić muzyka z hukiem za drzwi" - zdradził PAP Artur Hajdasz, który grał z Korą dekadę temu. CZYTAJ TAKŻE Nie żyje Kora, liderka zespołu Maanam – pierwsza dama polskiego rocka "Z ogromnym żalem i rozpaczą informujemy, że dziś o na swoim ukochanym Roztoczu w otoczeniu najbliższych osób, ukochanych zwierząt i wspaniałej przyrody zmarła Kora. Wielka artystka, piosenkarka, poetka, malarka. Wyjątkowa kobieta, żona, matka, siostra, babcia, przyjaciółka. Ikona wolności. Zawsze bezkompromisowa w dążeniu do prawdy. Zaangażowana w ruch hipisowski, w działalność pierwszej Solidarności, w budowę demokracji i ruchy kobiece" - rok temu taka informacja od jej męża Kamila Sipowicza zasmuciła muzyczny świat. Dzień później, 29 lipca, odszedł inny znakomity muzyk, Tomasz Stańko. Obok Kory, Janusza Gajosa, Rafała Olbińskiego i Agnieszki Holland był bohaterem dokumentu Bartosza Konopki "Droga do mistrzostwa" z 2016 r. Kora opowiada w nim o swoim trudnym dzieciństwie, pobycie w domu dziecka, rodzicach. "Jako dziecko namiętnie popełniałam samobójstwa, byłam w tym mistrzynią. Nie chciałam żyć. Teraz nauczyłam się adorować życie, każdą jego chwilę w świecie, który sobie sama stworzyłam. Stałam się zachłanna na czas. Mimo mrocznych zakrętów uważam, że moje życie było nieprawdopodobnie ciekawe. Stworzyłam sobie sama bajkę" - mówi w filmie. Wokalistka Maanamu urodziła się 8 czerwca 1951 roku w Krakowie. "Jestem dzieckiem słońca. Moi rodzice byli wschodnimi repatriantami - mama pochodziła ze Lwowa, ojciec z Buczacza. Nie potrafili odnaleźć się w powojennej Polsce. Byliśmy bardzo biedni, w siedem osób mieszkaliśmy w trzydziestometrowej suterenie bez ciepłej wody i prądu" - opowiada w biografii "Kora, Kora. A planety szaleją". Kiedy miała cztery lata, jej mama zachorowała na gruźlicę. Kora trafia do domu dziecka. Spędziła tam pięć lat, w tym czasie zmarł jej ojciec. "Bieda, brak intymności i własnego kąta w naszej klaustrofobicznej suterenie sprawiły, że odkąd pamiętam, uciekałam od tego świata" - pisała o swoim dzieciństwie. W liceum odkryła świat hippisów i jej życie się zmieniło. W Piwnicy pod Baranami poznała Marka Jackowskiego. W 1972 r. urodziła syna Mateusza i z rodziną przeprowadziła się do Warszawy. Najpierw śpiewała z duetem Jackowski-Milo Kurtis, a po odejściu Kurtisa, wraz z Johnem Porterem utworzyli Maanam Elektryczny Prysznic. W 1981 r. ukazała się pierwsza płyta podpisana jako Maanam, już bez Portera. Album nazywał się po prostu "Maanam" i zawierał przeboje "Szare miraże", "Żądza pieniądza" i "Boskie Buenos". Maanam zawładnął publicznością Jarocina, a potem Opola. Do 1984 r. wydali jeszcze trzy płyty. Grali nawet kilkaset koncertów rocznie, z powodzeniem występowali za granicą. CZYTAJ TAKŻE Kora, liderka zespołu Maanam, spoczęła na Wojskowych Powązkach "Nie odnieśliśmy oszałamiającego sukcesu kasowego, ale byliśmy rozpoznawalni. Na słynnym festiwalu w Roskilde występowaliśmy w towarzystwie Simple Minds, Siouxsie And The Banshees, Andreasa Vollenweidera. Poznałam Ninę Hagen. W Turku w Finlandii graliśmy z The Cure i Lloyd Cole and the Commotions. Był taki moment, że w sklepach muzycznych mieliśmy swoją półkę +M jak Maanam+ (...) Wtedy wydawało nam się, że zawojujemy świat. Mieliśmy w sobie wielką siłę" - opowiadała w książkowej biografii. Kora sama przyznała, że nie wytrzymała tempa i presji. Rozwiązała zespół i rozwiodła się. "W zespole działy się niezdrowe rzeczy i te niezdrowe rzeczy zagrażały mojemu zdrowiu psychicznemu. Musiałam się z tego wyłączyć, mam dwójkę wspaniałych dzieci, dla których nie miałam zbyt wiele czasu. Zajęłam się nimi i od razu stało się cudownie" - mówiła magazynowi "Non Stop" w 1988 r. Jednak rok później pojawił się kolejny krążek Maanamu "Się ściemnia". Teledysk do singla "Się ściemnia" był pierwszym regularnie nadawanym przez MTV polskim wideoklipem. Na płycie gościnnie zaśpiewał Stanisław Soyka. "Z Korą poznaliśmy się w 1978 roku, w studio Polskiego Radia w Katowicach. Ja nagrywałem piosenki z filmu +Grease+, w duecie z Anną Jantar, a Kora z Markiem Jackowskim przygotowywali swoje nagrania. Potem, choć każdy szedł swoją drogą, nasze spotkania były coraz częstsze. Nasza współpraca była zazwyczaj towarzysko-kurtuazyjna, ale mogę powiedzieć, że się przyjaźniliśmy" - powiedział PAP Soyka. "To dzięki jej rekomendacji w 1985 r. zainteresował się mną ówczesny amerykański menadżer Maanamu, Bob Lyng. Dzięki Korze podpisałem kontrakt z wytwórnią RCA. To pozwoliło mi spędzić w zachodniej Europie trzy lata, co było niezwykłym doświadczeniem w moim życiu i pozwoliło bardzo dużo się nauczyć. I to doświadczenie jest ściśle związane z Maanamem" - dodał. Maanam wydawał kolejne płyty, które sprzedawały się nawet w 350 tysiącach egzemplarzy ("Róża" z 1994 r.). W 2008 r., po wypadku Marka Jackowskiego, zespół zawiesił działalność. Kora nagrywała płyty solowe, współpracowała z innymi zespołami, Pudelsi, składem 5th Element. Nagrywała piosenki z Stanisławem Soyką, Glacą ze Sweet Noise. Pod koniec pierwszej dekady XXI wieku w jej zespole na perkusji grał Artur Hajdasz, syn perkusisty Breakout. Muzyk, który grał na bębnach w Pudelsach, Homo Twist i Made In Poland – a teraz przygotowuje solowy album – w rozmowie z PAP wspomina, że z Korą spotykał się na gruncie towarzyskim, bo przyjaźnił się z jej synem Mateuszem. CZYTAJ TAKŻE W Warszawie odsłonięto mural z podobizną Kory "Z Korą próbowaliśmy się spotkać muzycznie wiele razy. Kiedy w końcu się udało, odkryłem, że to była postać nieziemska, najwyższego kalibru. Robiła jedno podejście wokalne i wszyscy byli zachwyceni. Potem nagrywała dwie kolejne mistrzowskie wersje, że trudno było wybrać, która jest lepsza". Bela Komoszyńska z zespołu Sorry Boys zaznacza, że "Kora potrafiła w niezwykły sposób nawiązać wieź z odbiorcą". "Postrzegam muzykę jako bliskie, bardzo osobiste spotkanie twórcy z odbiorcą. Taką bliskość budowała muzyka Maanamu. Spędzałam czas z głosem Kory, słowami, myślami i to były niezwykłe momenty" - powiedziała PAP Komoszyńska, która w tym roku na jednym z koncertów wykonała przebój Maanamu "Kocham cię, kochanie moje". Kora nie tylko śpiewała. Opublikowała tomik poezji (sama uwielbiała meksykańskiego poetę Octavio Paza), występowała w filmach, malowała gipsowe Madonny, była jurorką w telewizyjnym talent show. Wśród swoich muzycznych fascynacji wymieniała The Doors, Boba Dylana, Beatlesów, Rolling Stones, Pink Floyd, Moody Blues, Velvet Underground, Amy Winehouse. Billie Holiday, Edith Piaf, Janis Joplin, PJ Harvey. Wśród polskich wokalistek zwracała uwagę na Ewę Demarczyk i Kasię Nosowską. Ceniła kobiety artystki - Marię Pinińską-Bereś, Alinę Szapocznikow, Magdalenę Abakanowicz, Katarzynę Kozyrę, Małgorzatę Starowieyską. W 2014 r. Kora została odznaczona Srebrnym Medalem Zasłużony Kulturze - Gloria Artis, a dwa lata później została uhonorowana Złotym Fryderykiem za całokształt twórczości. Zmarła w wieku 67 lat, 28 lipca 2018 r. przegrała walkę z nowotworem. W Ney Gallery & Prints w Warszawie do 8 sierpnia można oglądać wystawę zdjęć artystki autorstwa Tadeusza Rolke, Jacka Poremby i Tomasza Sikory. Z kolei na Nowym Świecie w Warszawie można oglądać mural z wizerunkiem Kory. Kamil Sipowicz, w rozmowie z Onetem, zdradził, że trwają prace nad filmem dokumentalnym oraz fabularnym o artystce. Zapowiedział również wydanie wierszy i zapisków Kory oraz trasę koncertową, podczas której zaproszeni artyści będą wykonywali jej piosenki. (PAP) autor: Wojciech Przylipiak wbp/ wj/ Podaj odpowiedź na proste pytanie „Śpiewała w the supremes”. Jeżeli nie znasz prawidłowej odpowiedzi na to pytanie, lub pytanie jest dla Ciebie za trudne, możesz wybrać inne pytanie z poniższej listy. Jako odpowiedź trzeba podać hasło ( dokładnie jeden wyraz ). Dzięki Twojej odpowiedzi na poniższe pytanie, rozbudujemy słownik Spleen, o którym śpiewała Kora w kultowej piosence Maanamu, to...? Odpowiedź na to pytanie w "Milionerach" była warta 10 tysięcy złotych. Czy wiesz, o co chodzi? Sprawdź! Spleen, o którym śpiewała Kora w kultowej piosence Maanamu, to: A. krakowski półświatek B. zmiażdżona śledziona C. nocny patrol D. stan przygnębienia Poprawna odpowiedź to D. Spleen, o którym śpiewała Kora w kultowej piosence Maanamu, to stan przygnębienia. Krakowski spleen - Maanam Milionerzy. Kto w Polsce wygrał milion? „Milionerzy” to program, w którym wygrać może każdy! Na uczestników po eliminacji „kto pierwszy, ten lepszy” czeka 12 pytań. Odpowiedzi udzielane Hubertowi Urbańskiemu muszą być definitywne i ostateczne. W chwili zwątpienia można skorzystać z trzech kół ratunkowych. Zasady programu wydają się proste, ale stres i adrenalina nie pomagają w spokojnej rozgrywce. Tu nawet najłatwiejsze pytania wydają się trudne. Nie od dziś wiadomo, że pośpiech jest fatalnym doradcą. W bolesny sposób przekonała się ostatnio o tym jedna z uczestniczek "Milionerów". Pani Natalia miała wszystkie koła ratunkowe, znała poprawną odpowiedź, ale... źle zrozumiała pytanie. O tym, że warto dać szansę szczęściu, przekonała się już trójka zwycięzców. Krzysztof Wójcik, Maria Romanek i Katarzyna Kant-Wysocka wiedzą, jak to jest trzymać w rękach czek na milion złotych! Każdy z nich miał swój sposób na grę, na opanowanie emocji, oszacowanie ryzyka, skorzystanie z pomocy, zaufanie intuicji. 14 marca 2019 roku Katarzyna Kant-Wysocka z Gdańska wygrała milion w "Milionerach". Trzeci raz w historii programu milion padł po pytaniu o tajemnicę różańcową. Pytanie brzmiało: Różańcową tajemnicą chwalebną nie jest? A: wniebowzięcie Matki Bożej, B: zmartwychwstanie Jezusa, C: śmierć Jezusa na krzyżu, D: zesłanie Ducha Świętego. Odpowiedź prawidłowa: C. Pierwszym milionerem w historii polskiej wersji programu został Krzysztof Wójcik w 2010 roku. Na jakie pytanie odpowiedział? Z gry na jakim instrumencie słynie Czesław Mozil? A: na kornecie, B: na akordeonie, C: na djembe, D: na ksylofonie. Odpowiedź prawidłowa: B. 8 lat później pytanie za milion usłyszała Maria Romanek. Emerytowana nauczycielka polskiego została zapytana w marcu 2018 roku: Ile to jest 1111 razy 1111, jeśli 1 razy 1 to 1, a 11 razy 11 to 121? A: 12 321, B: 1 234 321, C: 111 111 111, D: 123 454 321. Poprawna odpowiedź to B. "Milionerzy" to teleturniej, który od lat budzi niemałe emocje - zarówno wśród uczestników, którzy walczą o wielkie pieniądze, jak i wśród widzów. W jednym z najnowszych odcinków o wielkim pechu może mówić jeden z graczy, który odpadł na... Hasło krzyżówkowe „śpiewała w duecie z Czyżewskim” w słowniku szaradzisty. W naszym słowniku krzyżówkowym dla wyrażenia śpiewała w duecie z Czyżewskim znajduje się tylko 1 odpowiedź do krzyżówki. Definicje te podzielone zostały na 1 grupę znaczeniową. Jeżeli znasz inne definicje pasujące do hasła „ śpiewała w Wtorek, 8 czerwca 2021 (15:37) Dziś, w 70. urodziny Kory, na warszawskich Bielanach oficjalnie został odsłonięty mural artystki. Jej podobizna, utrzymana w biało-czarnej tonacji, w otoczeniu czerwonych róż, zdobi ścianę budynku przy ul. Żeromskiego 44. Natomiast pod muralem zostały zasadzone różane krzewy. Muzyka Kory jest nadal aktualna, a najważniejsze w przypadku artysty jest to, że jego muzyka jest ciągle żyje - powiedział Kamil Sipowicz, mąż zmarłej 3 lata temu piosenkarki. Bielański mural jest drugim przedstawiającym Korę, jaki powstał w Warszawie. W 2019 roku odsłonięto pierwszy, na tyłach budynku przy ul. Nowy Świat. Przedstawia twarz piosenkarki otoczoną włosami w kształcie konarów. Ostateczny kształt portretowi nadaje rosnący przy nim kasztanowiec, zmieniający się w zależności od pory roku. Odsłonięciu nowego bielańskiego muralu przyglądali się mieszkańcy dzielnicy i fani Kory. Jestem zachwycony, już ten pierwszy wydawał mi się idealny, cudowny, najpiękniejszy na świecie, a okazuje się, że jest coś jeszcze piękniejszego. Kora cudownie wygląda wśród tych róż! - powiedział naszej reporterce jeden z widzów. W każdej wersji Kora jest piękna, czy kolorowa, czy biało-czarna - dodała fanka. Autorem projektu jest ilustrator i grafik Tomasz Majewski - Works. Mural wykonało Good Looking Studio. Mural cieszy też mieszkańców bloku, na którym została namalowana podobizna Kory. Jesteśmy zadowolone jak na razie, a co będzie dalej - zobaczymy, czy nam to nie będzie przeszkadzało. Ludzie już przyjeżdżają, zdjęcia robią... Całe wycieczki przechodzą przez podwórko - mówiła reporterce RMF FM jedna z mieszkanek. Otwarciu towarzyszył recital Ramony Rey, która śpiewała piosenki artystki.
Jest wiodącym sopranem w chórze Gulfhaven. He is the lead soprano in the Gulfhaven Glee Club. Grania wesołych organów/słodkim śpiewem w chórze. The playing of the merry organ sweet singing in the choir. W liceum byłam w chórze jazzowym. I was in my high school's jazz choir. Choć ja zawsze lubiłem śpiewać w chórze.
Data utworzenia: 28 lipca 2020, 5:56. Dziś mija druga rocznica śmierci Kory. Jej siostra ujawnia, że w ostatnich słowach przed śmiercią gwiazda przywołała swojego ukochanego zmarłego brata Tadeusza. Anna Kubczak zdradziła Faktowi jaką kobietą prywatnie była wokalistka Maanamu, jak wyglądała ich więź i jaką magię artystka rozsiewała wokół siebie. Kora Foto: Kapif Dziś mijają dwa lata od śmierci pani siostry Olgi. Czas leczy rany? Oleńka jest cały czas przy mnie. Czuję to bardzo mocno. W myślach rozmawiam z nią i nie ma dnia, abym jej nie wspominała. Ciągle jest żal, że tak szybko odeszła, ale jej energia była tak wspaniała, że to nie zginęło. Jak z kosmosu zjawiła się na ziemi, tak teraz wróciła w swoje strony i tam się spełnia, w innym wymiarze. To jest pocieszające. Poza tym twórczość, którą zostawiła, daje mi ukojenie. Da się pogodzić z odejściem tak bliskiej osoby? Przemijanie jest istotą życia i każdy musi się pogodzić z odejściem bliskiej osoby, ale to nasza pamięć czyni ja nieśmiertelną, a twórczość, którą zostawiła moja siostra daje mi ukojenie. Zobacz także A śni się pani czasami? Miewam sny związane z siostrą. One są bardzo realne, ale często symboliczne, wydaje mi się, jakby Ona czuwała nade mną. Często odwiedza pani grób Kory na Powązkach? Gdy przyjeżdżam do Warszawy, to zawsze jestem na Powązkach. I za każdym razem widzę przy grobie Oleńki grupki osób, nieraz nawet z przewodnikiem. Być może w programach wycieczek jest odwiedzanie grobu Kory? W sumie jest to miłe, że ludzie o Niej pamiętają. Widać, że to co robiła siostra, to co tworzyła, nadal budzi żywe zainteresowanie u Polaków. Myśli pani, że tam, gdzie Ona teraz jest, jej lepiej, lżej? Moja siostra kochała życie, tu na ziemi. Wierzę, że Jej energia tworzy być może jakiś byt we wszechświecie i tam tworzy poezję, śpiewa i maluje te swoje piękne Madonny i jest szczęśliwa! Przecież śpiewała:- „Mówią, że miłość mieszka w niebie”. To jest bardzo abstrakcyjne. Ale czy tam jest jej lepiej? Myślę, że jej energia wszędzie znajduje miejsce, gdzie może się spełniać. Wierzę w to. Pamięta pani noc, gdy odchodziła Kora? To była noc nadzwyczajna – zaćmienie księżyca. Wiele osób mówi, że gdy umierała, były niezwykłe zjawiska w przyrodzie, a niebo było rozświetlone. Odeszła nad ranem. Tej nocy była magia. To musiało być trudne przeżycie... Byłam w Bliżowie na Roztoczu w ostatnim tygodniu jej życia. Byłam przy niej, gdy odchodziła. Ona była już nieprzytomna, ale był taki moment, była noc, trzymałam ją za rękę i ona nagle podniosła głowę, popatrzyła na mnie i powiedziała bardzo wyraźnie: „Oni tu są, Tadziu”. Tadzio to był nasz brat, który rok wcześniej zmarł. Widziała tych naszych zmarłych z rodziny, a to było na dwa dni przed jej śmiercią. Zastanawiałam się, jak mam to rozumieć? Towarzyszenie bliskiej osobie w odchodzeniu – zmienia perspektywę, spojrzenie na własny koniec? Obie chorowałyśmy na raka. Ja innego typu, ale też chorowałam. Miałam więcej szczęścia, bo już 10 lat minęło i żyję. Jak mówi moja lekarka - jestem wyleczona. Uważam, że kobiety, które mają obciążenia genetyczne, jak my obie z Oleńką - rakiem narządów kobiecych, to gdy pojawiają się niepokojące, powtarzające się niedyspozycje w organizmie - ból, dyskomfort - to koniecznie muszą poddawać się kontroli okresowej. Nie ma innego wyjścia. Potem jest za późno. U Oleńki było to już czwarte stadium, a z niego już się w zasadzie nie wychodzi. Kobiety powinny dbać i myśleć o sobie. Jaką siostrą była Kora? Bardzo czułą. Jestem starsza od niej o siedem lat. Trochę jej matkowałam, a ona lgnęła do mnie, bo potrzebowała czułości. Miałyśmy bardzo żywy kontakt ze sobą, zwłaszcza gdy byłyśmy już dorosłymi kobietami. Latem przyjeżdżała do swojej hacjendy nad jeziorem nawet na kilka miesięcy. Wówczas rozmawiałyśmy całymi godzinami. Jak się wyprowadziła na Roztocze, to prawie codziennie rozmawiałyśmy. Do tej pory nie wykasowałam jej numeru w komórce. Czy trudne dzieciństwo w sierocińcu zbliżyło was? W 1955 roku nasza mama zachorowała na gruźlicę, prątkowała. Wyjechała na leczenie do Zakopanego i była tam rok. Tylko najstarszy 12-letni brat został w domu z ojcem. Pozostałe dzieci, a było nas czworo, trafiły do placówek opiekuńczych. Oleńka, wówczas czterolatka, i ja trafiłyśmy do Jordanowa, do domu dziecka Caritasu. Ja miałam już 11-lat i rozumiałam sytuację oraz konieczność izolacji od mamy. Co tam się działo? Mnie było łatwiej, ale Oleńka przeżyła wówczas wielką traumę. Wyrwana z bezpiecznych ramion mamy trafiła wprost do sierocińca. Ja byłam w starszej grupie, nie ułatwiano mi kontaktu z młodszą siostrą. Po latach myślę, że byłam tam przeznaczona do zakonu i to powodowało takie okrutne postępowanie zakonnic. Zależało im, żeby zerwać więzi siostrzane, żeby się one nie rozwijały. A Oleńka bardzo mnie wtedy potrzebowała. Pamiętam kilka smutnych chwil. Buntowałam się, rzucałam się na zakonnicę, która uderzyła Oleńkę. A potem mnie za to ukarano. Jak paniom udało się przetrwać to piekło? Ja przetrwałam, bo byłam starsza i już wiele rozumiałam. Ale Oleńka nie rozumiała tego co się dzieje. Nie miała żadnego oparcia, była izolowana ode mnie. Przecież czteroletnie dziecko nie rozumie takiej sytuacji, tęskni za bliskimi, za rodziną. Szczególnie tęskniła za mamą i to miało ogromy wpływ na jej dalsze życie. Czy Kora od dziecka zapowiadała się na wielką artystkę? Pamiętam, że jak przyszła na świat, była śliczna. Była też bardzo uzdolniona. Nasza mama miała piękny, mocny głos i ona ten dar odziedziczyła po niej. Jako dziecko brała udział w konkursach piosenki dziecięcej w Krakowie i tam doceniano jej talent. Oleńka uczyła się też gry na mandolinie. Od dziecka pochłaniała książki. Literatura ukształtowała jej inteligencję i wszechstronną wiedzę. Dzięki niej posługiwała się pięknym słowem. Przywiązywała ogromną wagę do słowa mówionego i zawsze pięknie wyrażała swoje myśli. Dodam, że nasza noblistka Olga Tokarczuk, w jednym ze swoich wywiadów wspominała, że wielki wpływ na nią miała Kora. Znały się, odwiedzały i ceniły. Oleńka była dzieckiem starszych już rodziców. Mama, gdy ją urodziła, miała 43 lata, tatuś 54. Tak się zdarza, że z takich związków rodzą się nadzwyczajne dzieci. Lubi pani słuchać jej piosenek? Uwielbiam i cenię zespół Maanam, jest jedyny w swoim rodzaju. Tandem twórczy Marek Jackowski i Kora stworzył cudowne utwory. Wspominając Korę, nie można nie wspomnieć muzyki Marka. Oni ze sobą fantastycznie współpracowali. Powstawały perełki. Kocham teksty Kory. Wszystkie jej płyty, które mam, są z jej dedykacjami. A „Szał niebieskich ciał”, „Krakowski spleen” czy „Łóżko” to teksty ponadczasowe, to będzie w kanonie światowych evergreenów. A czyta pani wiersze Kory? Oczywiście i czynię to z wielką przyjemnością. Mam ostatnie wydanie książki z twórczością siostry – „Miłość zaczyna się od miłości”. Dałam do tego zbioru kilka rękopisów, z lat 80 - tych, które przesłała mi w liście. Był to dla niej trudny czas. Czuła się samotna, pisała więc do mnie listy. W jednym z nich znalazły się trzy teksty, które nigdzie wcześniej nie były publikowane „Kocham Cię kochanie moje”- w trochę innej wersji, „Elektrospiro kontra Zanzara”, i jeszcze jeden tekst bez tytułu , który niestety nie znalazł się na żadnej płycie, a szkoda bo moim zdaniem jest bardzo dobry i pogodny. Co w tych tekstach pani odnajduje? Moją siostrę, Jej uczucia, stany, przeżycia. Nie o wszystkim się mówi. Słuchając Jej utworów czułam i domyślałam się jakie przeżycia wiązały się z tekstem. Bywało, że siostra radziła się pani w jakichś sprawach? Tak. W sprawach praktycznych. Gdy napisała kolejny utwór, byłam pierwszą osobą, do której dzwoniła, i czytała mi go. Akceptowałam jej twórczość i byłam nią radziła się też mnie w sprawach kulinarnych. Mówiła, że gotuję jak nasza mama. Siostra nie korzystała z książek kucharskich, to ja byłam dla niej autorytetem w sprawie gotowania. Nieraz dzwoniła z Roztocza, mówiąc, że ma produkty i pytała, co z nich można zrobić, a potem rozmowa przechodziła na inne tematy. Bardzo mi tych rozmów brakuje. Kora lubiła malować Madonny. Ma je pani od niej? Oczywiście. Mam dwie Madonny. Jedna jest z 1994 roku, a druga z 2005 roku. Dostałam te Madonny na urodziny z dedykacją. Wiem, że były i są dalej obiektem zachwytu wielu ludzi. Oleńka kupowała gipsowe surowe rzeźby Madonn, a potem je kolorowała. Inspiracją był jej pobyt w Meksyku. Ten kraj zachwycił Ją kolorami. Oleńka kochała malarstwo. Uwielbiała styl Fridy Kahlo. Myślę, że taka fascynacja malowaniem znalazła u niej ujście w malowaniu Madonn. Każdy, kto ma taką Madonnę Kory - uważa, że ma skarb. W ostatnich latach Kora malowała różne miniaturki, nawet pudełka, zwierzęta: pieski, kotki, czy kamienie. Przepięknie malowała. Miała inne hobby? Tworzyła makramy, robiła piękne rzeczy na drutach – swetry, suknie. Była naprawdę wszechstronnie utalentowana. Miała też duże zdolności aktorskie, genialną dykcję i słuch. Urządzała pięknie swoje domy i ogrody. Projektowała swoje stroje – była to naprawdę istota z kosmosu. Jestem dumna, że była moją siostrą. Ma pani kontakt ze szwagrem Kamilem? Jak pani przyjęła, że u jego boku pojawiła się nowa kobieta? Jestem z nim w stałym kontakcie. Moja siostra darzyła go bezwarunkowym uczuciem i ja to szanuję. Każdy ma prawo do szczęścia. Samotność nie jest dobrym wyborem, dlatego jego nowego związku nie oceniam krytycznie. Pragnę tylko, aby szanował pamięć mojej siostry i chronił jej dorobek twórczy. Rozmawiała Agnieszka Szmidt W tym domu Kora spędziła ostatnie dni Kora ma nowy, piękny grób Sipowicz pokazał nieznane zdjęcia Kory /7 Anna Kubczak JUSTYNA ROJEK / East News Anna Kubczak opowiedziała Faktowi o ostatnich chwilach Kory /7 Grób Kory Tomasz Ozdoba / Dwa lata temu Kora spoczęła na warszawskich Powązkach Wojskowych. W ostatniej drodze towarzyszyły jej tłumy. Jej grób zawsze jest pełen kwiatów i światełek /7 Anna Kubczak z Korą . Anna Kubczak, siostra Kory w rozmowie z Faktem przyznała, że choć od śmierci ukochanej Oleńki minęły 2 lata, nadal nie potrafi pogodzić się z jej brakiem /7 Anna Kubczak z Korą . Wokalistka radziła się starszej siostry Anny i uwielbiała spędzać z nią czas. Wspólne, letnie czy zimowe wakacje nie należały do rzadkości. /7 Kora z siostrą . Kora miała w sobie tyle energii i magnetyzmu, że dla bliskich wydawała się istotą nie z tego świata. Magię potrafiła także stworzyć na scenie /7 Kora Kapif Mijają dwa lata od śmierci Kory /7 Anna Kubczak Aleksander Majdański / Anna Kubczak na pogrzebie Kory Masz ciekawy temat? Napisz do nas list! Chcesz, żebyśmy opisali Twoją historię albo zajęli się jakimś problemem? Masz ciekawy temat? Napisz do nas! Listy od czytelników już wielokrotnie nas zainspirowały, a na ich podstawie powstały liczne teksty. Wiele listów publikujemy w całości. Wszystkie historie znajdziecie tutaj. Napisz list do redakcji: List do redakcji Podziel się tym artykułem: Teraz dotarło do mnie wszystko. Ta dziewczyna to "Kora", ta co zadziera nosa i wszystkim prawi kazania, miała ona w tym momencie dość zdziwioną minę w pewnym momencie wybuchła śmiechem.-To wy?! Popatrzyłem się na parawan i spostrzegłem, że wystają zza nim głowy moich koleżanek.-Kora!! -zawołały.- Ale nas wystraszyłaś! Połączyła ich młodzieńcza i silna namiętność Pod koniec lat 60. Ryszard Terlecki, obecnie wicemarszałek Sejmu z ramienia Prawa i Sprawiedliwości, był w związku z Korą. Był także członkiem znaczącej hipisowskiej społeczności w Krakowie i posługiwał się pseudonimem „Pies”. To właśnie tam poznał Olgę Ostrowską, która wielką karierę miała dopiero przed sobą... Połączył się krótki, ale namiętny i gorący romans. Polityk wspomina niezwykłą znajomość. Rok temu odeszła Kora, królowa polskiego rocka i prawdziwa mistrzyni metamorfoz! Kora o związku z Ryszardem Terleckim Był maj 1968 roku. Ryszard Terlecki miał 19 lat i był studentem pierwszego roku historii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jak się wydaje, wyznawane wówczas przez niego poglądy były zgoła odmienne od tych, które głosi dzisiaj. Był w końcu liderem ruchu hipisowskiego w Krakowie. Ona dopiero co do formacji dołączyła. Była od niego o dwa lata młodsza i uczyła się w liceum. Lubiła otaczać się mężczyznami. Atmosfera lat 60. i 70. sprzyjała otwartości na miłość. Hipiska momentalnie zrobiła na mężczyźnie piorunujące wrażenie. „Spodobała mi się od razu - szczupła, śliczna dziewczyna, ciemne długie włosy splecione w dziwne warkoczyki. Przyszła w kolorowej sukience, na szyi miała dużo różnych korali, na rękach błyskotki i bransolety. Prawdziwa hipiska. Ja też byłem hipisem, ale ubierałem się normalnie, chociaż miałem dzwoneczek na szyi, korale i opaskę na włosach", opowiadał Ryszard Terlecki w rozmowie z twórcami biografii o zmarłej artystce. Dzieliło ich wiele, przede wszystkim życiowe doświadczenia. On pochodził z konserwatywnego domu z tradycjami. Ona wychowywała się w biedzie w domu dziecka. Jednak połączyły ich te same wyznawane wartości i ideały, bunt przeciwko otaczającej rzeczywistości. „(...) Rozumiała wszystko, co się działo wokół, choć była dopiero w liceum. To nas chyba zbliżyło. Miałem dziewiętnaście lat, Kora siedemnaście. Była ważną kobietą w moim życiu, choć przecież nie pierwszą. Ale na pewno pierwszą, z którą byłem związany w czasach hipisowskich. Kora była niezwykła", dodawał polityk w tym samym wywiadzie. Tym, co jeszcze połączyło niezwykłą parę, była młodzieńcza, nieokiełznana namiętność, o której wokalistka opowiedziała po latach. „Byłam zapatrzona w niego i obchodziło mnie jedynie to, żeby być z nim. W dużej mierze nasz hipisowski związek opierał się na ostrym seksie”, zdradziła w biografii Kora i Maanam: podwójna linia życia, wydanej w 1998 roku. Razem pojechali na pierwszy hipisowski zlot w Mielnie w 1968 roku. Oczywiście autostopem... Uwielbiali spędzać czas na krakowskich Plantach. Słuchać muzyki, imprezować. „Tak bardzo się wtedy zakochałam, że straciłam swoją osobowość, zatraciłam siebie”, podkreślała Olga Jackowska. Zdradziła również, że „kleiliśmy się też przez krótki czas”. W slangu hipisowskim oznaczało to wąchanie kleju. Co przyszłą gwiazdę urzekło wówczas w Ryszardzie Terleckim, nazywanym „Psem”? „Pochodził z inteligenckiej rodziny. Wokół niego wytworzyła się taka aura poety, jeszcze uroda hiszpańska, do nazwiska dodawał sobie von... i nazywał się Ryszard von Terlecki. Co tu dużo mówić, na pewno mi to imponowało, pozował na takiego dandysa, ładnie się ubierał”, opisywała ze szczegółami w książce „Hipisi w PRL-u” autorstwa jej długoletniego partnera a później męża Kamila Sipowicza, wydanej w 2008 roku. Byli razem rok. Związek zakończył się w atmosferze skandalu. Artystka określiła psychiczne połączenie między nimi jako „intelektualny układ sadomasochistyczny”. Kora wyjawiła, że rozstanie nastąpiło na skutek... zdrady, której na oczach Ryszarda Terleckiego miała się dopuścić. „Zbuntowałam się przeciwko temu i znalazłam sposób, żeby się z tego wyzwolić. Po prostu zdradziłam go na jego oczach. Od razu poczułam się całkowicie wyzwolona. Z „Psem” rozstałam się, bo bardzo mnie dręczył”, ujawniła. Krótko potem poznała Marka Jackowskiego, z którym stworzyła legendarny Maanam oraz rodzinę... Czytaj także: Młodzieńcza miłość dała im córkę. Oto historia małżeństwa Katarzyny Groniec i Olafa Lubaszenki Krakowskie Krzysztofory ,Tadeusz Kantor /na zdjęciu z prawej/gości kontestującą młodzież lat 60-tych .W lewym rogu Kora oparta o ścianę .Kilka lat później wybije się na niezależność i wolność artystyczną wielkiego fprmatu! — Boguslaw Sonik (@SonikBoguslaw) July 28, 2018 Ryszard Terlecki o związku z Korą: piękna dziewczyna Ryszard Terlecki najwidoczniej mocno przeżył rozstanie z Korą. Wyjechał po nim z Krakowa. Rozpoczął za namową księdza Adama Bonieckiego studia na... Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Jak się wydaje, to tam rozpoczęła się jego przemiana. Poświęcił się karierze naukowej, został z czasem profesorem historii. Podobno dla swoich dzieci był znacznie bardziej surowy niż jego rodzice dla niego. Córce, która była nastolatką, miał zabronić słuchania punk rocka i noszenia dredów. Po latach wrócił do romansu sprzed lat. W wywiadzie podkreślił, że Kora „była piękną dziewczyną”. Wyznał także, że gdy artystka śpiewała Boskie Buenos to „ciarki przechodziły mu po plecach”. Obecny wicemarszałek Sejmu wypowiedział się po raz ostatni o związku z wokalistką Maanamu w 2008 roku w wywiadzie dla Dziennika. „Był maj 1968. Piękna dziewczyna. Byliśmy razem w ruchu... Bardzo lubiłem Maanam. (...) Zawsze uważałem ją za bardzo utalentowaną kobietę”, zaznaczył w rozmowie z Robertem Mazurkiem. Czytaj także: Zdrada męża, bolesny rozwód. Tak wyglądało życie prywatne Katarzyny Łaniewskiej Ostatnie spotkanie Kory i Ryszarda Terleckiego Choć z czasem ich kontakty zanikły, mieli okazję spotkać się na początku lat 90. Trwała wówczas kampania prezydencka Tadeusza Mazowieckiego, w którą Kora aktywnie się włączyła. „Ona siedziała przy jakimś stoliczku i zbierała dla niego podpisy. Ja byłem oczywiście wałęsowcem. Zamieniliśmy kilka słów”, zdradził. Później ich kontakt urwał się całkowicie. On z czasem rozpoczął karierę polityczną i związał się z prawicą, ona zaś w latach 90. wyrosła na ikoniczną postać dla środowiska o lewicowych poglądach i przekonaniach. W „Hipisach PRL-u” wspominała, że gdy zobaczyła twarz byłego ukochanego na wyborczym billboardzie, była w szoku. Nie mogła uwierzyć w to, jaką przemianę przeszedł. „Przyśnił mi się, mówię mu: co oni ci zrobili, przecież ty jesteś taki ładny mężczyzna, co oni ci zrobili, chyba cię nie lubią. A to niestety skrzeczy rzeczywistość. Nie widziałam go... Nie wiedziałam, że tak można się zmienić na niekorzyść... A Amok wygląda fascynująco...”, zwierzała się gorzko. Po raz ostatni mieli się spotkać dwa lata przed śmiercią Kory, w 2016 roku. Przypadkowo, na warszawskiej ulicy. Wymienili serdeczności i poszli dalej. Każde w swoją stronę... Czytaj także: Marcin Meller chciał zaprosić pierwszą damę Polski na okładkę „Playboya”! Od lewej Kora, jeszcze nie Jackowska, Pies - Ryszard Terlecki, wasz uniżony sługa, Galia - Grażyna Sewiołek — Starosta Melsztyński, z chamów (@StMelsztynski) November 12, 2015 Źródło: 1/6 Copyright @Jerzy Szot / Forum 1/6 Kora, Olga Jackowska, koncert zespołu Maanam, Kraków, rok 2/6 Copyright @East News 2/6 Ryszard Terlecki i Kora byli parą na przełomie lat 60. i 70. (na zdjęciu wicemarszałek Sejmu z prezesem PiS, Jarosławem Kaczyńskim) 3/6 Copyright @East News 3/6 Ryszarda Terleckiego i Korę połączyła ognista i silna namiętność. 4/6 Copyright @East News 4/6 Ryszard Terlecki i Kora rozstali się ponoć z powodu... zdrady, której na oczach przyszłego polityka dopuściła się artystka. (na zdjęciu wicemarszałek Sejmu z premier Beatą Szydło) 5/6 Copyright @East News 5/6 Ryszard Terlecki po raz ostatni wypowiedział się publicznie o związku z Korą 10 lat temu. 6/6 Copyright @East News 6/6 Kora z kolei ujawniła szczegóły związku z Ryszardem Terleckim w biografii, którą wydała w 1998 roku. @ Hasło krzyżówkowe „śpiewała w zespole Virgin” w leksykonie krzyżówkowym. W niniejszym leksykonie krzyżówkowym dla wyrażenia śpiewała w zespole Virgin znajdują się łącznie 2 opisy do krzyżówki. Definicje te zostały podzielone na 2 różne grupy znaczeniowe. Jeżeli znasz inne znaczenia dla hasła „ śpiewała w zespole i Autor: Herrzipp, CC BY-SA Adrian Grycuk, CC BY-SA pl; Sławek, CC BY-SA (pierwsze z prawej) - Wikimedia Commons 70. rocznica urodzin Kory. Znasz piosenki, jakie śpiewała z Maanamem? 70. rocznica urodzin Kory. Znasz piosenki, jakie śpiewała z Maanamem? Kora, a właściwie Olga Sipowicz (primo voto Jackowska) urodziła się 8 czerwca 1951 r. w Krakowie, a zmarła 28 lipca 2018 r. w Bliżowie. Jest uznawana za jedną z najwybitniejszych polskich wokalistek, a jej kariera nieodłącznie wiąże się z zespołem Maanam, który założył jej pierwszy mąż Marek Jackowski. W 70. rocznicę urodzin Kory zachęcamy do udziału w quizie, w którym przekonacie się, jak dobrze znacie piosenki, które śpiewała razem z kultową rockową grupą. QUIZ. 70. rocznica urodzin Kory. Znasz piosenki, jakie śpiewała z Maanamem? 70. rocznica urodzin Kory. Wybitna polska wokalistka urodziła się 8 czerwca 1951 r. w Krakowie, a zmarła 28 lipca w Bliżowie. Tak naprawdę nazywała się Olga Ostrowska (po drugim mężu Sipowicz). Z pierwszym mężem Markiem Jackowskim artystka współtworzyła przez wiele lat powstały w 1975 r. zespół Maanam. Kora dała się w nim poznać jako charyzmatyczna i unikalna piosenkarka, obdarzona nie tylko świetnym głosem, ale i charyzmą, jak przystało na frontmankę grupy rockowej. Po zawieszeniu działalności Maanamu w 2008 r. kontynuowała solową karierę, a trzy lata później została jurorką popularnego talent show "Must be the music". 70. rocznica urodzin Kory to jednak przede wszystkim okazja, by przypomnieć piosenki, jakie śpiewała z Maanamem. Od debiutanckiej płyty z 1981 r., zatytułowanej po prostu "Maanam", wokalistka wylansowała wiele ponadczasowych przebojów w stylistyce nie tylko rockowej, ale i reggae czy pop. Kora to jednym słowem wielka diwa polskiej sceny rozrywkowej, o której na pewno będą pamiętać kolejne pokolenia melomanów. Jeśli jesteście w tym gronie, zapraszamy do naszego quizu. QUIZ. 70. rocznica urodzin Kory. Znasz piosenki, jakieś śpiewała z Maanamem? Pytanie 1 z 10 W której piosence Maanamu Kora śpiewa: "Teraz mówię sercu, aby sercem było"? "Po prostu bądź" "Kocham cię, kochanie moje" "Ta noc do innych jest niepodobna" Nasi Partnerzy polecają Strona główna QUIZ. 70. rocznica urodzin Kory. Znasz piosenki, jakie śpiewała z Maanamem? Definicje te zostały podzielone na 1 grupę znaczeniową. Jeżeli znasz inne definicje dla hasła „śpiewała ”Jeszcze w zielone gramy”” lub potrafisz określić ich inny kontekst znaczeniowy, możesz dodać je za pomocą formularza znajdującego się w zakładce Dodaj nowy. Pamiętaj, aby definicje były krótkie i trafne.
Spleen, o którym śpiewała Kora, to... Która odpowiedź na to pytanie z Milionerów jest prawidłowa i czy udzielenie jej sprawiło uczestnikowi kłopot? Wydawać by się mogło, że najtrudniejsze są zwykle ostatnie pytania w teleturnieju, jednak uczestnicy często mają duży problem z pierwszymi lub tymi, które są za sumy gwarantowane. Jak było w przypadku tego gracza? Spleen, o którym śpiewała Kora, to... Jak brzmi prawidłowa odpowiedź na to pytanie z Milionerów i czy uczestnik teleturnieju potrafił ją wskazać bezbłędnie bez wykorzystania żadnego z kół ratunkowych? Propozycje, które przeczytał mu Hubert Urbański, brzmiały: A) krakowski półświatek, B) zmiażdżona śledziona, C) nocny patrol, D) stan przygnębienia. Spleen, o którym śpiewała Kora, to... Tak brzmiało pytanie za 10 tys. zł. Uczestnik postanowił skorzystać z pół na pół. Po namyśle postanowił zaznaczyć D. Była to bardzo dobra decyzja, ponieważ odpowiedź D) stan przygnębienia jest prawidłowa. Quiz: Na ile pytań z „Milionerów” potrafisz odpowiedzieć? Wygrałbyś milion? Pytanie 1 z 10 Jak określa się osobę na pozór spokojną i nieśmiałą? Ogień i woda Słomiany ogień Anielska woda Cicha woda Sexify - konkurs Netflix i Pani Tu Nie Stała
Kora była z kosmosu 28 lip 2019, 20:00 — Byłam z Korą w tym samym sierocińcu, ale rozdzielono nas. Przez kilka lat rozmawiałyśmy ze sobą tylko raz czy dwa. Przez kilka lat rozmawiałyśmy
i Kora Jackowska Kora znana jest jako piosenkarka, rockmanka. Okazuje się jednak, że Olga Jackowska nie tylko śpiewała. W swoim życiorysie miała też przygodę z fotomodelingiem. Jej zdjęcia można było oglądać na okładkach gazet w latach 70. Pierwsza dama polskiego rocka odeszła i pozosatwiła po sobie pustkę w sercach swoich fanów. Miłośnicy jej niebanalnej twórczości przypominają sobie jej pierwsze utwory, pierwsze albumy i życie osobiste. Tymczasem nie każdy wie, że Kora nie tylko śpewała. Młodziutka Olga Jackowska, na początku swojej kariery, pracowała jako fotomodelka. Jej wyjątkowa, nietuzinkowa uroda cieszyła się ogromnym powodzeniem. Zdjęcia przyszłej liderki Maanamu zdobiły okładki polskich czasopism. Tak, jak 26 maja 1974 roku, z okazji Dnia Matki, Kora Jackowska pojawiła się na okładce "Przekroju", gdzie na zdjęciu pozuje z dzieckiem na rękach. Trzeba przyznać, że wyglądała naprawdę zjawiskowo.
  • Ιчивуфፄцив аሙጄበаֆኸναሢ էրխшօյор
  • Одеኹ гецежθճ
    • ԵՒтуж зв
    • Оգուр εщማтο ችսεнሚջ
    • ፐснαፊሶдрէд т
  • Томሁ ешиኸ
    • Арሰ ኦοрιсти ուኅոчሥ յէውаф
    • Рቾлугевр ըщዬщፗδеш т
    • Вሔςሳбрէтри жεኔиցиλα нт ቇլ
Anna Mae Bullock, czyli Tina Turner. Słynna piosenkarka Tina Turner zmarła w środę w wieku 83 lat. Królowa Rock and rolla odeszła po długiej chorobie w swoim domu w Szwajcarii. Jej życie to nie tylko pasmo sukcesów, ale także wiele cierpienia. Mimo trudnych doświadczeń zachwycała swoich słuchaczy mocnym, charakterystycznym głosem.
"Wyjątkowo zimny maj" jak śpiewała Kora, ale u nas można się ogrzać i naładować witaminą D ☀ ☀ ☀ ☀ ☀ ☀ Zapraszamy do Solarium Hawana! Jesteśmy otwarci! ul. Bałtycka 15 - I piętro #solariumhawana
nnpmEG.